Rządowy projekt budżetu nie jest na miarę oczekiwań Polski i Polaków i nie jest propozycją wyjścia ze stagnacji. Potrzebny jest inny sposób myślenia, budżet rozwoju i pracy, proporcjonalnego rozłożenia kosztów kryzysu, budowy Polski sprawiedliwej" - mówił Miller. Nie widząc takiego podejścia w przedłożeniu rządowym, klub SLD nie poprze projektu budżetu na przyszły rok ani w pierwszym, ani w drugim, ani w trzecim czytaniu - zapowiedział.

Miller wyjaśnił, że ocenia projekt z punktu widzenia tempa wzrostu PKB, sprawiedliwego podziału owoców tego wzrostu i zdolności tworzenia miejsc pracy.

Jego zdaniem na wzrost w wysokości 2,2 proc. PKB przewidziany przez rząd w projekcie mogą sobie pozwolić kraje bogate, a nie biedne, które muszą nadrabiać zaległości. Miller zaznaczył, że skromne 2,2 proc. wydaje się i tak nierealne, ponieważ nie ma żadnych okoliczności, które wskazywałyby, że wzrost gospodarczy w tej wysokości można osiągnąć.

Polska gospodarka się cofa. Dystans do świata się zwiększa dlatego, że wzrost światowego PKB w tym roku był wyższy niż naszego, a w przyszłym roku będzie powyżej 3 proc. Proszę zatem porównać sobie (...) i uzmysłowić, że duży dumny kraj, świetnie położony między Wschodem i Zachodem, w środku Europy, tarci dystans do świata - mówił Miller.

Jego zdaniem są w Polsce politycy, którzy uważają to za swoją chlubę. Widać też gołym okiem, że możliwość wzrostu zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw jest nieprawdopodobna - powiedział poseł.

Wyjaśnił, że aby zatrudnienie rosło, wzrost PKB musi wynosić co najmniej 3-4 proc., a nie 2,2 proc. To, co jest zapisane w ustawie budżetowej, można spokojnie wyrzucić do kosza - powiedział.

Miller krytykował także założony przez rząd wzrost wpływów z PIT o 6 proc. i z CIT o 11 proc., do czego nie ma podstaw. Jego zdaniem prognozy te świadczą o tym, że projekt jest mało wiarygodną kartką papieru.

Ale można założyć, że jak będzie krach tych manipulacji i tych danych, to uzasadni się to europejskim kryzysem, albo stwierdzeniem, że w Grecji czy Hiszpanii jest jeszcze gorzej i na tym tle wyglądamy świetnie po prostu - podkreślił poseł.

Miller mówił o niepokojących - jego zdaniem - danych dotyczących biedy w Polsce. Polska bieda ma twarz dziecka, które niedożywione idzie do szkoły i wraca niedożywione ze szkoły - powiedział. Zaznaczył, że nie tylko zamyka się na masową skalę szkoły, ale też szkolne stołówki.

Powołując się na raport UNICEF poseł mówił, że w Polsce prawie 1,3 mln dzieci nie ma dostępu do podstawowych dóbr niezbędnych do podstawowego rozwoju, a 21 proc. dzieci żyje poniżej progu ubóstwa. Mamy - jak powiedział - 16 razy więcej biednych dzieci niż w Szwecji, mimo że polskie PKB jest tylko dwa razy niższe (po uwzględnieniu różnic w cenach) od szwedzkiego.

To najlepsza miara niesprawiedliwości polskiego państwa. Szukaliśmy w budżecie jakiegoś promyczka nadziei, że ten problem jest widziany, że nawet niewielki wzrost będzie jakoś bardziej sprawiedliwie dzielony (...), ale niestety się nie doczytaliśmy - powiedział.

Przekonywał, że Polska jest także w ogonie Europy pod względem wydatków na walkę z wykluczeniem społecznym - wydaje pięć razy mniej niż wynosi średnia unijna. Wskazał, że dlatego lewica skierowała do laski marszałkowskiej projekt, który przywraca trzecią stawkę podatkową, zniesioną wspólnym wysiłkiem PiS i PO w ramach prezentu dla najbogatszych Polaków.

Miller poinformował, że SLD proponuje też w swoim projekcie uwolnienie środków zgromadzonych z Funduszu Pracy. Projekt nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia przewiduje refundację firmom kosztów poniesionych z tytułu opłaconych składek na ubezpieczenia społeczne, w związku z zatrudnieniem pierwszego lub drugiego pracownika. Poseł krytykował zamrożenie przez ministra finansów ok. 7 mld zł w Funduszu Pracy.