Drugim posłem, który próbował dostać się na molo bez biletu był - jak podaje "Gazeta Wyborcza" - Zbigniew Ziobro.

- Pani na bramce zagrodziła im drogę, ręką wskazała pobliskie okienko i zdecydowanym głosem powiedziała: "Do kasy" - relacjonowała "Gazecie Wyborczej" pani Agnieszka (nazwisko tylko do wiadomości redakcji). Przyznała przy tym, że nie było żadnych dyskusji, a obaj politycy poszli prosto do kasy.

Dziś tłumaczą co, się faktycznie wtedy wydarzyło.

- Bzdura. Chcieliśmy wejść na molo, ale pomyliliśmy wyjście z wejściem. Pani nas zatrzymała, pokazała, gdzie kupuje się bilety. Nie wyjmowaliśmy legitymacji poselskich, niczego nie żądaliśmy, tylko poszliśmy do kasy -  mówi poseł Mularczyk.

I od razu zastrzega: - Na molo weszliśmy z biletami, tam zrobiliśmy sobie kilka zdjęć i tyle. Pani sobie żartuje, że zamierzaliśmy wejść bez biletów? Nic nadzwyczajnego się nie stało. 

Po kilku godzinach zadzwonił do redakcji i zagroził, że jeśli ukarze się o tym informacja, to złoży pozew przeciwko gazecie.

- Jak nie ujawnicie jej nazwiska, to was (pozwę - przypis red.). Bo my pomyliliśmy wejście. Był z nami jeszcze poseł Tomasz Górski, może zaświadczyć. Nikogo nie naciskaliśmy. Nie pokazywaliśmy legitymacji - podkreślał.

W podobnej sytuacji znalazła się kilka dni temu Hanna Gronkiewicz-Waltz - bez biletu próbowała wejść do ogrodu w Wilanowie. Strażnik ostatecznie przepuścił prezydent Warszawy bez biletu, co odbiło się szerokim echem.