"Wprost" pisze, że taki raport trafił na biurko Donalda Tuska. Pełno w nim donosów na Grzegorza Schetynę.

Jeden z nich został napisany przez delegata pracującego na co dzień w Świnoujściu. Informuje on w liście do Tuska, że dwa tygodnie przed dolnośląskim zjazdem zadzwonił do niego wysłannik Schetyny z zaproszeniem na kolację. Podczas kolacji poprosił o oddanie głosu na Schetynę. Na tym nie koniec.

Kolejną propozycję złożył mu Jarosław Charłampowicz (najbliższy współpracownik Schetyny). Delegat  usłyszał, że Schetyna chce porozmawiać na temat pracy dla niego w dolnośląskim uzdrowisku podlegającym marszałkowi województwa.

Marszałkiem na Dolnym Śląsku jest Rafał Jurkowlaniec, jeden z najbliższych stronników Schetyny.

Przed samym zjazdem autor listu otrzymał jeszcze od Schetyny zaproszenie na imprezę do ośrodka Western City w Karpaczu, gdzie zebrali się stronnicy byłego wicepremiera.

Odmówił i w już na zjeździe po głosowaniu wygranym przez Protasiewicza usłyszał od Schetyny: „Z dupy wyszedłeś i do dupy wrócisz, a nie do Wrocławia!”.

 – Napisać można wszystko. Nic takiego nie powiedziałem. Nie rozmawiałem z tym człowiekiem - powiedział zapytany przez "Wprost" Schetyna. Charłampowicz też wszystkiemu zaprzecza, twierdząc że niczego nie proponował żadnemu z delegatów.