Tylko jeden poseł, który obecnie zasiada w sejmowych ławach, wziął w 2013 r. udział we wszystkich głosowaniach Sejmu. Z danych, które Dziennik.pl otrzymał z Kancelarii Sejmu, wynika, że parlamentarzyści byli znaczniej mniej pilni niż w 2012 r. Ale nieobecność rekompensują w innej sferze. Rośnie liczba wystąpień z mównicy oraz interpelacji wysłanych do premiera i ministrów.

W tej kadencji Sejmu niekwestionowanym prymusem jest Zofia Ławrynowicz z PO, która była obecna na wszystkich 2894 głosowaniach. Średnią, która wynosi 90 proc., zaniżają m.in. Donald Tusk i Waldemar Pawlak – opuścili po ponad 26 proc. głosowań, a także Leszek Miller – blisko 20 proc. Ryszard Kalisz i Elżbieta Kruk nie byli obecni na blisko 30 proc. głosowań.

Rolą lidera nie jest 100 proc. frekwencja na głosowaniach, ale kontrola, czy jego szable potrafią się zdyscyplinować w odpowiednim czasie. Jest podział zadań. Partyjną dyscypliną sterują lider, szefowie klubów, osoby znane z mediów. Reszta ma się podporządkować – tłumaczy politolog Wojciech Jabłoński.

Pilność posłów staje pod znakiem zapytania, jeśli spojrzy się także na liczbę nieusprawiedliwionych nieobecności. W niespełna rok uzbierali ich 389, podczas gdy w blisko dwa lata było ich tylko 597. I nie są to pojedyncze nieusprawiedliwienia. Tadeusza Jarmuziewicza z PO przegonił w zeszłym roku Andrzej Piątak z Twojego Ruchu. Pierwszy miał w 2013 r. 17 nieobecności, a drugi – 22.

Politycy posiedzenia opuszczali znacznie częściej niż w poprzednich latach, choć za każdy dzień nieusprawiedliwionej nieobecności tracą dniówkę w wysokości około 400 zł. Łącznie w 2013 r. ich wynagrodzenie spadło zatem o 150 tys. zł.

Usprawiedliwić się łatwo. Wystarczy pismo do marszałka Sejmu, w którym zasłonić się można „ważnymi obowiązkami”. Po zmianach w regulaminie Sejmu – przyjętych w 2010 r. – na listę obecności w dniu głosowań poseł może się wpisać przez cały dzień, a nie tylko rano.

Rośnie za to liczba interpelacji wysłanych do premiera i ministrów. W obecnej kadencji posłowie złożyli ich 23,2 tys., gdy w całej poprzedniej 24,4 tys., a w piątej tylko 9,8 tys. Tych danych nie da się wytłumaczyć pompowaniem statystyk. Tym bardziej że marszałek Ewa Kopacz zdecydowała o uszczelnieniu regulacji dotyczących ich sporządzania po wystąpieniach posłów.

W tej kadencji głośno było m.in. o sprawie posłanki PiS Anny Sobeckiej. Jej 654 interpelacje do resortu spraw zagranicznych zablokowały Prezydium Sejmu. Podejrzewano, że chciała poprawić swoje wyniki, bo wszystkie jej pytania można było zawrzeć w jednej interpelacji.

Większa jest też liczba oświadczeń wygłaszanych z mównicy (dotąd 2,1 tys. wobec 2,5 tys. w całej poprzedniej kadencji) i podjętych uchwał. Tych jest ponad 150, czyli niemal tyle samo co w latach 2005–2007.

Już teraz rekordowa jest liczba zespołów parlamentarnych: 136. To dwa razy więcej niż kadencję wcześniej. Jako ostatnie dołączyły Parlamentarny Zespół ds. Piastówanio Ślónskij Godki i Parlamentarny Zespół ds. Wędkarstwa.