Szef polskiej dyplomacji broni porozumienia wynegocjowanego w ubiegłym tygodniu między ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem i opozycją. Radosław Sikorski przyznaje, że liczył na iż będzie ono obowiązywało dłużej niż kilkanaście godzin.

PiS zarzuca Radosławowi Sikorskiemu, że groził liderom opozycji. Chodzi o słowa "albo poprzecie porozumienie, albo będziecie mieli stan wojenny, armię - wszyscy będziecie martwi", które padły z ust szefa polskiego MSZ podczas negocjacji.

Radosław Sikorski mówił dziennikarzom, że trzeba pamiętać w jakich warunkach toczyły się rozmowy.

Łatwo jest krytykować z kanapy w Warszawie - mówi Sikorski. I przypomina, że w czasie rozmów z Janukowyczem za oknami ginęli ludzie, a władza miała nadal duże możliwości represjonowania demonstrujących na Majdanie.

Radosław Sikorski pytany o przyszłość Julii Tymoszenko odparł, że o tym zdecydują wyborcy. Szef polskiego MSZ dodał, że Ukraińcy liczą na uczciwość nowego przywódcy.

Minister dodał, że nasz kraju uznaje państwa a nie rządy. Przypomniał jednak w obecnej sytuacji na Ukrainie mandat społeczeństwa ma jedynie parlament.

Szef polskiej dyplomacji liczy, że jednym z efektów rewolucji będzie wprowadzenie ułatwień wizowych dla Ukraińców podróżujących po Unii Europejskiej. Minister podkreślił, że jego informacji wynika, że Ukraina była już blisko wypełnienia formalnych warunków wprowadzenia ruchu bezwizowego.

Jeszcze przed rewolucją warunkiem pozostało wprowadzenie paszportów biometrycznych. Jednak sami Ukraińcy nie byli w stanie wyłonić, która firma ma produkować dokumenty.

W sobotę rządzącego od 2010 roku Ukrainą Janukowycza odwołał parlament, półtora roku przed końcem kadencji. Posłowie uchwalili też, że wcześniejsze wybory prezydenckie odbędą się już 25 maja 2014 roku.

Dziś ukraińskie MSW rozesłało list gończy za Wiktorem Janukowyczem i kilkunastoma jego urzędnikami. Były prezydent był ostatni raz widziany wczoraj wieczorem na Krymie.

Miał opuścić jedną ze swoich rezydencji, wsiąść do samochodu i odjechać w nieznanym kierunku.