Dziennikarze "Wprost" zapytali MSZ, jak wyglądała sprawa z tłumaczeniami przemówień Radosława Sikorskiego. Okazało sie, że każde z 14 wystąpień było konsultowane przez byłego ambasadora Wielkiej Brytanii w Polsce i znajomego byłego szefa MSZ - Charlesa Crawforda. Resort zapewnia, że przemówienia minister pisał sam, a Brytyjczyk tylko nanosił poprawki. - wynika z tłumaczeń ministerstwa. To oznacza, że ta pomoc kosztowała podatników ponad 250 tys. złotych.
Tymczasem, okazuje się, jak pisze "Wprost", że Radosław Sikorski miał wtedy w MSZ specjalistkę od tłumaczeń swych tekstów - córkę ministra finansów, Jacka Rostowskiego. Gdy na jaw wyszło, że dziewczyna pracuje dla Sikorskiego, to dyrektor jego gabinetu tłumaczył, że jest to specjalistka do redagowania i tłumaczenia tekstów - przypomina tygodnik.
ZOBACZ TAKŻE: Palikot: Kopacz nie wie, co zrobić z Sikorskim>>>