Koalicyjnemu PSL bardzo zależy na przeforsowaniu ustawy o ustroju rolnym, która radykalnie ograniczy możliwość kupowania ziemi przez cudzoziemców. Ludowcy przejęli też pomysł prezydenta Bronisława Komorowskiego, by umożliwiać przejście na emeryturę już po 40 latach okresu składkowego.

W grze jest jeszcze projekt zmian w ustawie o NBP, który wprowadza m.in. rotacyjność składu Rady Polityki Pieniężnej. Ministerstwo Finansów przedstawiło go już w marcu. W zamyśle MF co trzy lata zmieniałby się skład połowy rady. Miałoby to wyeliminować jedną z głównych wad obecnego systemu, w którym cała RPP jest powoływana i odwoływana niemal jednocześnie – skutek to konieczność wdrażania się wszystkich naraz do wykonywania zadań, co zwiększało niepewność co do stabilności polityki pieniężnej. Proponowane zmiany są o tyle istotne, że na początku przyszłego roku kończą się kadencje obecnie urzędujących członków RPP. Przynajmniej jedną trzecią składu powoła nowy prezydent Andrzej Duda. Ale po złożeniu projektu w Komitecie Stałym RM w marcu zapadła kilkumiesięczna cisza. O tym, że temat wraca, świadczy opublikowanie w ostatni poniedziałek protokołu z ustaleń komitetu wraz z zarekomendowaniem rządowi tego projektu.

Ostatnią ustawą, którą może forsować PO, jest powrót do waloryzacji mieszanej emerytur i rent – czyli przeprowadzenie podwyżek świadczeń o określony wskaźnik, ale nie mniej niż o ustaloną kwotę. Podobny zabieg rząd zastosował już w tym roku. Wszystko przez niską inflację (a właściwie deflację) – waloryzacja wskaźnikowa może być praktycznie niezauważalna przez świadczeniobiorców. Rząd w tej sprawie będzie musiał decydować stosunkowo szybko, zanim zacznie prace nad przyszłorocznym budżetem.