Kalisz poinformował o swoich zamiarach na profilu na Facebooku. Jego zdaniem, ostatnie publikacje na jego temat w tych gazetach naruszyły jego dobra osobiste. Poza tym - jak podkreślił - nagrania i stenogramy pochodziły z przestępstwa.

Ryszard Kalisz dodał, że "nie może przyjąć" nieporadności prokuratury, służb specjalnych i policji, które nie dość, że pozwoliły na wielomiesięczne nagrywanie ważnych osób, to nie są teraz w stanie zapobiec "graniu" taśmami w debacie publicznej.

Kilka dni temu tygodnik "Do Rzeczy" jako pierwszy opublikował fragmenty stenogramu, a potem nagranie z rozmowy Ryszarda Kalisza z Aleksandrem Kwaśniewskim i z dwoma innymi osobami. Później fragmenty podsłuchanego spotkania pojawiły się w artykułach w "Fakcie" i "Super Expressie".

W czasie spotkania Ryszard Kalisz relacjonował znajomym swoją rozmowę z ówczesnym szefem SKW, generałem Januszem Noskiem. Według Kalisza, Nosek miał mu powiedzieć, że dysponuje dowodami na korupcję na najwyższym szczeblu, w tym kontekście padło nazwisko ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka.

Po publikacji "Do Rzeczy" na konferencji prasowej szef MON zapewniał, że nigdy nie miał do czynienia z żadną korupcją w ministerstwie. Poinformował też, ze złoży wniosek do prokuratury o zbadanie tej sprawy. Także generał Janusz Nosek w rozmowie z "Rzeczpospolitą" zaprzeczył, by podejrzewał Siemoniaka o korupcję. Z kolei Ryszard Kalisz przeprosił Tomasza Siemoniaka za swoją wypowiedź z podsłuchanej rozmowy.