Zdaniem prokuratury, pięć lat temu parlamentarzysta złożył wniosek o tzw. dopłaty bezpośrednie. Po terminie wycofał go i złożył kolejny. Wcześniej podrobił na nim podpis żony. Mirosław Maliszewski przyznaje, że tak było i dlatego zdecydował się zapłacić grzywnę.

Tłumaczył, że jest człowiekiem, który szanuje wymiar sprawiedliwości i dlatego przyjmuje wyrok, który zapadł w sądzie w Grójcu. Z tego powodu - po namyśle - zdecydował się wycofać apelację z Sądu Okręgowego w Radomiu i zapłacić grzywnę.

Mecenas Borysław Szlanta przekonuje, że to zamyka sprawę. Co prawda, oskarżony formalnie zostaje uznany winnym zarzucanego mu czynu, ale nie ma to wpływu na dalsze sprawowanie przez niego mandatu posła - jego wygaszenia nie powoduje kara grzywny.

Wyrok, który uprawomocnił się wraz z wycofaniem apelacji, zapadł w sierpniu tego roku.