DOMINIKA ĆOSIĆ: W konkluzjach ostatniego unijnego szczytu pojawia się zapis dotyczący kluczowych inwestycji energetycznych, które mają być realizowane z poszanowaniem legislacji unijnych, w tym wymogów związanych z ochroną środowiska. Wiadomo, że chodzi o przypadek Nord Stream 2. Ale czy nazwa gazociągu pojawiła się w rozmowach przywódców? Ile uwagi poświęcono tej kwestii?

KONRAD SZYMAŃSKI: Nazwa Nord Stream oczywiście padała nie raz w tej debacie, to jasne, ale to nie jest najważniejsze. Wszyscy byli przecież świadomi, że to właśnie ten gazociąg sprowokował takie dyskusje i zapisy w konkluzjach. Atmosfera wokół tego projektu zrobiła się bardzo gorąca. To, co jest najistotniejsze to fakt, że państwa członkowskie coś ze sobą wzajemnie ustaliły (choćby trzeci pakiet energetyczny), ale pomimo tego okazuje się ze w Unii Europejskiej wielkie koncerny mogą tyle samo, o ile nie więcej, od prawodawców. To refleksja na ten temat. Dzisiaj naszym celem jest efektywne wykorzystanie prawa unijnego w przypadku każdej inwestycji, każdego jej elementu, ponieważ umówiliśmy się wspólnie na taki kształt rynku energetycznego. Chcemy, by europejski rynek energii był konkurencyjny, był rynkiem klienta, aby w końcu infrastruktura spełniała określone oczekiwania i te warunki dotyczą każdego projektu. To generalna zasada. I niezależnie od tego, o jaki projekt chodzi, powinna być obowiązująca.

Jakie kraje mogą być naszymi sprzymierzeńcami, jeżeli chodzi o niechęć do Nord Stream 2? Tuz przed szczytem okazało się, że z partykularnych względów Włochy nagle zaczęły krytykować projekt, z kolei w Parlamencie Europejskim pod interpelacją do Komisji Europejskiej w tej sprawie podpisały się Dania, Czechy, Estonia, Litwa…

Bardzo ważne jest to, że na konkluzje ze szczytu zgodziły się wszystkie kraje członkowskie. To był nasz cel negocjacyjny, aby warunki natury prawnej były wyraźnie podkreślone w zapisach, bo to jedyna możliwość wpływu na tę inwestycję. Ale oczywiście są kraje zdające sobie sprawę z wagi tego problemu, jak i te, które takiego stanowiska nie podzielają. Trudno jest jeszcze zrobić pełną listę potencjalnych sojuszników. Ważne, że jest stanowisko całej Rady, bo to ważny argument.

Akurat w piątek poznaliśmy werdykt sądu niemieckiego w sprawie skargi na Nord Stream. Można powiedzieć, że politycy niemieccy dający gwarancje Polsce kilka lat temu oszukali nas?

Nie lubię używać tak mocnych słów, ale faktem jest, że istnieje wyraźny rozdźwięk pomiędzy tym wyrokiem sądu administracyjnego w Hamburgu a wcześniejszymi deklaracjami politycznymi, jakie padały w tej sprawie. Przypomnę, że politycy niemieccy deklarowali, że budowa Nord Stream nie będzie wprowadzać żadnych ograniczeń, jeżeli chodzi o rozwój portu w Świnoujściu. W opinii portu takie ograniczenia inwestycja niemiecko-rosyjska dziś wprowadza. Niestety, sąd nie potwierdził zarzutów, jakie zgłaszał porty. To jest oczywiście zły sygnał.

Jaką Polska ma strategię na powstrzymanie Nord Stream 2?

Ta strategia jest oczywista. Chcemy w odpowiedni sposób podnosić problem, jakim może być realizacja tak dużego projektu infrastrukturalnego. Bo to z jednej strony kwestia rynku, konkurencyjności i poszanowania zasad rządzących rynkiem gazu. Z drugiej strony to natomiast konsekwencje strategiczne. Realizacja takiej inwestycji de facto omija sankcje wobec Rosji, na które się wszyscy zgodziliśmy i które zostały właśnie przedłużone. Ten projekt sprawi, że będziemy mieli potencjalnie olbrzymi napływ pieniędzy do budżetu rosyjskiego i jednocześnie olbrzymi odpływ z budżetu ukraińskiego i słowackiego. To bardzo daleko idące konsekwencje strategiczne. Na to też trzeba będzie w odpowiednim momencie zwrócić uwagę. Dzisiaj jednak kluczowym elementem na poziomie UE jest zwracanie uwagi na rygory prawne.