Janusz Korwin-Mikke przyjął zaproszenie do debaty z prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. Chodziło o przedyskutowanie słów, jakie europoseł wcześniej wypowiadał na temat niepełnosprawnych.

Janusz Korwin-Mikke przyznaje, że odróżnia inwalidztwo fizyczne od umysłowego, jest jednak zdania, że "pojawienie się na WF dziecka na wózku jest skandalem i rzeczą niedopuszczalną. Reszta chłopaków nie może grać z pełną siłą, bo musi uważać, by tego kaleki nie uszkodzić".

Na tym jednak europoseł nie kończy. Podnosi, że jeśli w klasie są dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, to jej poziom się obniża, "gdyż musi być dostosowany do najgłupszego dziecka w klasie". To ostatnie nazywa: debilem, idiotą i kretynem, bo – jak mówi – są to określenia krótsze i łatwiejsze w użyciu niż np. osoba z niepełnosprawnością intelektualną. Poza tym, jak dodaje, "słowo >>debil<< jest sformułowaniem technicznym i debil się o nie nie obraża, bo nie słucha tej dyskusji".

- Te dzieci są traktowane okrutnie, nauczyciele tego nie widzą. Nawet jeśli ktoś odrobinę odstaje intelektualnie od reszty klasy, to spotyka się z szykanami. Te dzieci są używane przez Unię Europejską, jak dzieci przez Niemców pod Głogowem, które były podczas bitwy przywiązywane do machin oblężniczych – przekonuje też.

Prezes Integracji reaguje natychmiast: - Bo jak słucham pana posła, to z jednej strony nie wiem, skąd taki język związany z osobami z niepełnosprawnością. Celowo to podkreślam: nie debil, nie idiota, nie kaleka. Te terminy już nawet nie obrażają, ale nie przystoją osobie, która jest parlamentarzystą. Z drugiej strony, gdy myślę o edukacji, to kiedyś rzeczywiście my, osoby z niepełnoprawnością, byliśmy pochowani po domach.

Kaligula ręka w rękę z Hitlerem

A że zbliżają się Igrzyska Paraolimpijskie w Rio, to także i ten temat został poruszony w rozmowie.

- Wie pan, kto pierwszy zrobił zawody dla niepełnosprawnych? – pytał europoseł. I odpowiadał: – Kaligula, urządzając zawody dla kalekich gladiatorów. Następny był Hitler, którzy zorganizował spartakiadę dla rannych żołnierzy. Ja byłem przeciwny, by pokazywać paraolimpiadę w telewizji, gdyż ludzie nie chcą tego oglądać, ponieważ zasadą sportu jest Citius-Altius-Fortius (łac. Szybciej-Wyżej-Mocniej), a człowiek niepełnosprawny nie może być supersprawny i tyle.

Jego zdaniem, takie zawody nie powinny by w ogóle pokazywane w telewizji państwowej – bo pierwsze dzieje się to za pieniądze publiczne, po drugie może widzowie nie chcą tego oglądać.

"Musiałbym upaść na główkę"

"Zdaniem europosła świat, a więc i stosunek do osób z niepełnosprawnością intelektualną, powinien być taki, jak 120 lat temu, gdy wszystko – jak mówi – oparte było na zdrowym rozsądku i ludzie sami między sobą załatwiali wszystkie problematyczne kwestie", podaje także niepełnosprawni.pl.

- Co musiałoby się stać, by zmienił pan swój stosunek do osób z niepełnosprawnością? – pyta Piotr Pawłowski. Janusz Korwin-Mikke: - Musiałbym upaść na główkę.

"Poseł zapędził się w ślepą uliczkę"

- Mam wrażenie, że pan poseł zapędził się w jakąś ślepą uliczkę i teraz nie za bardzo wie, jak z niej wybrnąć – skomentował już po spotkaniu Piotr Pawłowski. – Wszyscy dookoła mówią, że używa języka przestarzałego, pejoratywnego, obraźliwego i segregującego. Jego podejście do życia nie przystaje do obecnej rzeczywistości, do czasu, w jakim jesteśmy. Wydaje mi się, że jest jednym z samotnych żeglarzy, którzy płyną i sami nie wiedzą, do jakiego portu – skwitował.

To kolejny raz, kiedy europoseł i prezes partii KORWiN mówi o osobach z niepełnoprawnością. W styczniu na wykładzie na jedne z poznańskich uczelni przekonywał m.in.: "dzieci chore umysłowo do szkół wprowadza się celowo, aby obniżyć poziom edukacji. Nie może być tak, że my godzimy się na bredzenie idioty. Posyłanie idioty do szkoły do tej katorga dla tego debila".