Dyrektywa z Nowogrodzkiej może pokrzyżować plany resortu finansów. Lider PiS Jarosław Kaczyński chce wzrostu wydatków publicznych w relacji do PKB. Jasno na ten temat lider PiS wypowiedział się w sobotnim czacie na Facebooku. Zapytany o ewentualne podwyżki dla nauczycieli odpowiedział:

To kwestia reformy finansów i wzrostu PKB. Zarobki są faktycznie skromne, poprawa tego wymaga zwiększenia udziału wydatków publicznych w PKB. Wielu ekonomistów może to oburzyć, ale obecny poziom 41,5 proc. jest zbyt niski.

Tyle wydatki w relacji do PKB wyniosły na koniec 2015 r. Polska jest w pierwszej dziesiątce krajów UE, które mają najniższy udział wydatków w relacji do PKB.

Deklaracja prezesa Kaczyńskiego to spory kłopot dla Ministerstwa Finansów i rządu. Dopiero co MF przygotował – a rząd przyjął – aktualizację programu konwergencji. To dokument, który co roku rząd przesyła Komisji Europejskiej, prezentacja, która ma pokazywać, że Polska trzyma w ryzach swoje finanse publiczne. W najnowszej edycji APK rząd utrzymuje, że po dwóch latach wzrostu udziału wydatków publicznych PKB (w tym roku do 41,6 proc. PKB, w przyszłym do 41,9 proc. PKB), wywołanym głównie uruchomieniem programu Rodzina 500 plus, w kolejnych latach relacja publicznych nakładów do produktu krajowego brutto będzie spadać. „Do 2019 r. nastąpi ograniczenie relacji wydatków do PKB o blisko 1,4 pkt proc. Poziom wydatków w horyzoncie prognozy nie przekracza kwot implikowanych przez stabilizującą regułę wydatkową” – deklaruje rząd.

Spadek udziału wydatków w PKB nie oznacza cięć – MF zakłada wzrost nakładów, tyle że wolniejszy niż tempo wzrostu gospodarczego. Na przykład jak wynika z APK, wydatki na ochronę socjalną liczone jako odsetek PKB w 2019 r. będą identyczne jak w 2015 r i wyniosą 16,1 proc., ale realnie w porównaniu z 2014 r. wzrosną o jedną czwartą. Dla Marty Petki-Zagajewskiej, ekonomistki Raiffeisen Polbanku, to zrozumiałe działanie. – Polityka fiskalna powinna być stabilizatorem wzrostu gospodarczego. I nie powinno się zwiększać wydatków ponad miarę w czasie dobrej koniunktury po to, by można to było zrobić w czasie pogorszenia sytuacji w gospodarce – twierdzi ekonomistka. Zwraca jednocześnie uwagę, że spadek udziału wydatków w PKB jest spójny z innym założeniem z programu konwergencji: stopniowym spadkiem deficytu finansów publicznych od 2018 r. – Oparcie tego założenia na dwóch nogach – wzroście dochodów i wyhamowaniu wzrostu wydatków – jest bardziej wiarygodne – ocenia Marta Petka-Zagajewska.

Program konwergencji opiera się na aktualnym stanie prawnym, dlatego pomija niektóre zapowiedzi z kampanii wyborczej, których konsekwencją byłby wzrost budżetowych nakładów, a które są np. w fazie planistycznej. Przykład to deklarowany wzrost wydatków na zdrowie. Według danych GUS w 2014 r. wydatki publiczne na zdrowie wyniosły ok. 75 mld zł, czyli 4,6 proc. PKB. Minister zdrowia deklaruje stopniowe dojście do ok. 6 proc. PKB. Tymczasem w APK zapisane jest, że w 2019 r. wydatki na zdrowie wyniosą 4,5 proc. PKB. Inna złożona już deklaracja to wzrost wydatków na armię. Na jednej z przedwyborczych konwencji programowych PiS padła zapowiedź zwiększenia nakładów do co najmniej 2,3 proc. PKB, a Beata Szydło w kampanii mówiła nawet o 3 proc PKB. Dziś roczne wydatki na armię to 2 proc., i jak wynika z APK, nie ma planów ich zwiększania. Co więcej wydatki w relacji do PKB w niektórych dziedzinach mają się zmniejszyć, tak ma być np. w edukacji, gdzie mają spaść z 5,3 proc PKB w 2014 r do 4,9 proc PKB w 2019, czy w dziale bezpieczeństwo i porządek publiczny, gdzie mają się zmniejszyć z 2,2 proc PKB do 2,1 proc PKB w 2019 r.

Chęć realizacji wyborczych obietnic i nowe wydatkowe pomysły resortów spowodują, że presja, by wydatki zwiększać w znaczący sposób, będzie rosła. Zmiana kursu na wzrost wydatków w relacji do PKB może mieć poważne konsekwencje fiskalne. Resort finansów planuje przejściowy wzrost deficytu w przyszłym roku do 2,9 proc PKB, a potem jego spadek. Ten wzrost wynika m.in. z tego, że program 500 plus zacznie działać przez cały rok, a nie trzy kwartały, jak w tym roku. Możliwe są jeszcze wyższe wydatki z uwagi na podwyższenie kwoty wolnej oraz obniżenie wieku emerytalnego – koszt obu tych działań MF ocenia łącznie na 12 mld zł. Równocześnie MF szacuje wzrost dochodów z tytułu uszczelnienia podatków na od 6,5 do 16,5 mld zł, w przyszłym roku, a w 2019 r. te widełki mają wynieść od 21 mld zł do 33 mld zł.

– Zebranie zakładanych sum dzięki uszczelnieniu systemu będzie ekstremalnie trudne, natomiast osiągnięcie tą drogą 3 proc. PKB, czyli 60 mld zł jest niewykonalne. Samo uszczelnienie, choć jest działaniem pożądanym, oznacza wzrost fiskalizmu – kwituje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. A to może oznaczać, że jeśli wydatki mają rosnąć, to na uszczelnieniu się nie skończy i powinny wzrosnąć podatki. Kolejną konsekwencją może być konieczność zmiany reguły wydatkowej. – Zmiana nie będzie konieczna, jeśli rząd będzie podnosił dochody w relacji do PKB w skali, która będzie mu zapewniała możliwość wzrostu wydatków bez wzrostu deficytu i długu. Inaczej musi ją zmienić, co oznacza podważenie całej do tej pory realizowanej strategii – podkreśla Borowski.