Gowin wyraził nadzieję, że 11 stycznia obrady Sejmu rozpoczną się w sali plenarnej. - Mamy jeszcze przeszło tydzień, żeby wynegocjować jakieś porozumienie  - powiedział wicepremier w "Kropce nad i".

Na uwagę, że nie ma żadnych rozmów z Grzegorzem Schetyną, Ryszardem Petru ani z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, wicepremier stwierdził: - Mówiąc krótko, negocjacji nie toczy się za pośrednictwem mediów. Dodał, że nie jest jeszcze przesądzone, który obóz skorzysta na obecnej sytuacji. - Uważam, że jest taka przestrzeń, w której my się możemy cofnąć, i jest taka przestrzeń, w której cofnąć powinna się, i może opozycja, bez utraty twarzy. (...) Z każdym dniem jestem coraz bardziej przekonany, że to my wyjdziemy z tego zwycięsko, tylko, że Polski szkoda. (...) Trzeba się porozumieć nie dlatego, że to jest korzystne dla zjednoczonej prawicy, czy jest to korzystne dla zróżnicowanej, pluralistycznej opozycji, tylko trzeba się porozumieć dla Polski  - podkreślił.

Zapytany, czy naprawdę wierzy, że opozycja chciała zrobić pucz, powiedział, że w "nieszczęsny piątkowy wieczór" byli bliscy decyzji, aby przełożyć głosowanie na następny dzień i uspokoić atmosferę. - Gdy nagle zobaczyliśmy, że opozycja okupuje nie tylko mównicę (...) ale także fotel marszałka Sejmu  - mówił i jak dodał, to według niego zdecydowało o niecofnięciu się. - Dlatego, że cofając się, moglibyśmy doprowadzić, do - po prostu - obalenia demokratycznie wybranego rządu  - powiedział Gowin.

- Żeby obalić rząd nie trzeba mieć parlamentarnej czy sejmowej większości, wystarczy wywołać taki zamęt społeczny, takie manifestacje, które pozbawią rząd możliwości realnego podejmowania decyzji - podkreślił Gowin.

Oceniając wydarzenia sejmowe stwierdził, że nie były zaplanowane, były wynikiem obustronnych emocji, chociaż - jego zdaniem - opozycja przekroczyła granicę, której po 1989 r. nikt jeszcze nie przekroczył; równocześnie przed Sejmem odbywała się zaplanowana manifestacja. - Gdy te dwa zjawiska się połączyły, to część naszego parlamentu doszła do wniosku, że to jest właśnie moment na Majdan, a więc na rewolucję społeczną - mówił. Gowin przypomniał, że niektórzy dziennikarze snuli wręcz scenariusze wydarzeń: - Jeżeli dziennikarz pisze o tym jak sprowokować wybuch manifestacji młodzieżowych tak, żeby władza je krwawo stłumiła, to przyzna pani, że to jest coś o wiele poważniejszego niż taka bądź inna szopka noworoczna.

O udostępnieniu nagrań z głosowania w Sali Kolumnowej wicepremier Gowin powiedział: - Rozumiem, że są przeciwwskazania związane z kwestiami bezpieczeństwa. Tam jest taka kamera, z której nagrań do tej pory nie udostępniano nikomu poza prokuraturą po to, żeby nie ujawniać elementów związanych z bezpieczeństwem Sali Kolumnowej. Natomiast uważam, że w sytuacji, która powstała, należy od tego odejść i pokazać wszystkie nagrania.

Odnosząc się do zagranicznych komentarzy dotyczących sytuacji w Polsce Gowin stwierdził, że Polsce nie zagraża autorytaryzm, tylko anarchia, chaos. Zauważył jednak, że być może proces przeprowadzanych zmian należy bardziej rozłożyć w czasie. Zwrócił uwagę, że po 1989 r. "nie tylko my, ale cały świat nie znajdował się w tak trudnej sytuacji".

Odnosząc się do tragedii w Ełku, gdzie w noc sylwestrową zginął 21-latek Gowin stwierdził, że na razie za mało wie o sprawie. Podkreślił jednak, że generalnie nie trudno było przewidzieć taki rozwój wydarzeń, i prawica - nie tylko polska, ale w ogóle europejska - przed tym ostrzegała. - Trzeba było mieć więcej wyobraźni, kiedy się otwierało granice Europy, wtedy było przesądzone, że dojdzie do zamachów  - mówił.

Jak podkreślił, jest zaskoczony i zasmucony wnioskiem prokuratury o obniżenie wyroku wymierzonego sprawcy spalenia kukły Żyda. - Powinniśmy walczyć z wszelkimi formami rasizmu, spalenie kukły obojętnie Żyda, Polaka, Niemca, jest rzeczą haniebną w naszej kulturze - powiedział Gowin.