Terlecki odniósł się m.in. do zarzutów podnoszonych przez polityków PO i Nowoczesnej, że podczas grudniowych głosowań na Sali Kolumnowej przebywało - jak mówił w czwartek lider PO Grzegorz Schetyna - "kilku czy kilkunastu asystentów PiS (...), którzy udawali posłów tam pracujących".

Mamy kolejną odsłonę zabawy wokół twierdzeń opozycji, że coś w Sejmie odbywa się niezgodnie z prawem czy niezgodnie z Regulaminem Sejmu. Wielokrotnie mówiliśmy o tym, że głosowanie budżetu jest całkowicie zgodne z przepisami. Na stronach Sejmu pojawiły się już ekspertyzy, albo pojawią się w tej sprawie kolejne; także nie ma co do tego wątpliwości - powiedział Terlecki.

Natomiast opozycja - według Terleckiego - "szaleje, wymyśla kolejne pomysły na to, jak kwestionować legalność działania Sejmu". - To jest bardzo zabawne w czasie, gdy posłowie PO i Nowoczesnej ordynarnie łamią prawo okupując salę sejmową. Słyszeliśmy o tym, że w czasie budżetu nie było kworum, teraz te wątpliwości niektórych mediów i części mediów zostały rozwiane, więc wymyślono kolejny argument, że na sali posiedzeń przebywali pracownicy, którzy zajmowali się organizacją sali, ustawianiem krzeseł - powiedział wicemarszałek Sejmu.

Terlecki dodał, że marszałek Sejmu może wyrazić zgodę, żeby inne osoby poza posłami przebywały na sali, w której toczą się obrady. - To są decyzje Kancelarii Sejmu - podkreślił.

Jak dodał, partie opozycyjne "powtarzały kłamstwo", że ich posłowie nie byli wpuszczanie na głosowania w Sali Kolumnowej 16 grudnia. "Przecież pokazaliśmy przekaz z kamery Straży Marszałkowskiej, na co zgodziła się prokuratura. Widać tam posłów PO i Nowoczesnej, którzy przebywają na sali w czasie głosowań. Kolejne pomysły opozycji upadają pod ciężarem faktów i to jest najlepsza ocena, co te partie wyprawiają" - powiedział Terlecki.

Jak zaznaczył, Nowoczesna i PO są w trudnej sytuacji. - Nie bardzo wiedzą, jak wycofać się z protestu, który jest całkowicie bezzasadny. Ponieważ on trwa dwa tygodnie, więc dość niezręcznie jest powiedzieć liderom swoim posłom: "słuchajcie, pomyliliśmy się, spędziliście sylwestra i święta w sali sejmowej" - podkreślił Terlecki.

W środę lider Nowoczesnej Ryszard Petru zwrócił się do senatorów PiS z apelem o zgłoszenie poprawek do budżetu, które miały być przedmiotem debaty w Sejmie.

Terlecki był proszony przez dziennikarzy o ustosunkowanie się do tej propozycji. - Za wcześnie odpowiadać na to pytanie. Czekamy na rozwój wydarzeń. Szansa na to, że opozycja pójdzie po rozum do głowy, jak się to mówi popularnie, wydaje się, jest zawsze. Choć opozycja stara się nas przekonać, że takiej szansy nie ma i po ten rozum nie przyjdzie - powiedział.

Z kolei rzeczniczka PiS Beata Mazurek zadała pytanie liderowi PO Grzegorzowi Schetynie, "czy definitywnie odcina się od tego, co robi Nowoczesna po wypadzie Ryszarda Petru do Portugalii".

Terlecki zaznaczył, że spory między PO a Nowoczesną to ich problem. - Opinia publiczna bardzo wyraźnie widzi, jak wygląda ten protest, jak on jest umotywowany i czemu on służy. Służy wyłącznie wywołaniu awantury, a także niedopuszczeniu do naszych działań, które prowadzimy od roku - powiedział.

W czwartek biuro prasowe kancelarii Sejmu poinformowało, że pracownicy jednego z klubów parlamentarnych (chodzi o klub PiS - PAP) mieli prawo przebywać na Sali Kolumnowej podczas grudniowych głosowań; zostali tam zaproszeni w celu "usprawnienia prac Sejmu w niepowszechnych okolicznościach".

Kancelaria Sejmu zaznaczyła jednocześnie, że żadna z tych osób nie głosowała ani nie była wliczana do kworum.

Od 16 grudnia w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji - PO i Nowoczesnej - którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r.

Opozycja uważa, że głosowania w Sali Kolumnowej były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum. Niektórzy politycy z opozycji przekonywali, że część posłów nie była dopuszczona do obrad; inni mówili, że na sali mogły znaleźć się osoby postronne. Marszałek Sejmu zapewnił, że w głosowaniach 16 grudnia brała udział wymagana w konstytucji liczba posłów oraz, że każdy z posłów mógł wejść do Sali Kolumnowej głównym wejściem i brać udział w każdym głosowaniu.