Demonstrujący składali swoje oświadczenia pojedynczo, niektórzy mieli ze sobą szczoteczki do zębów.

W kolejce do złożenia w komendzie oświadczenia ustawił się m.in. jeden z założycieli KOD Krzysztof Łoziński. - Miałem nadzieję, że to miejsce już nigdy nie będzie używane w celach politycznych, ale widać, że będzie. Mamy tu budowanie nowej esbecji. Pan (szef MSWiA) Mariusz Błaszczak chce być chyba nowym Kiszczakiem; mam takie wrażenie, że marzy mu się takie stanowisko. On podejmuje całkowicie bezprawne działania  - mówił.

Przekonywał, że aby można było opublikować czyjś wizerunek, ta osoba musi być skazana - przynajmniej przez sąd pierwszej instancji - za przestępstwo. - Nie ma takiej możliwości w przypadku kogoś podejrzewanego, nie oskarżonego, o wykroczenie. Tego w żadnej ustawie, w żadnym prawie, nie ma. Ale jak widać, obecna ekipa prawem się zupełnie nie przejmuje, chociaż ma takie słowo w nazwie - dodał Łoziński.

Oświadczenie złożył też lider KOD Mateusz Kijowski. Dziennikarzom powiedział, że przyszedł by "złożyć donos na siebie", bo uczestniczył w proteście 16 grudnia. Dodał, że zamierza, ilekroć to będzie możliwe, informować o naruszeniach prawa dokonanych przez władze i je ośmieszać.

Demonstrujących wspierała prawniczka z UW prof. Monika Płatek. - To, co państwo robicie, jest niezwykle ważne. Państwo macie prawo do skorzystania z możliwości spontanicznych również zgromadzeń. (...) Nie ma natomiast prawa nikt - poza sądem - stwierdzać, że ktoś naruszył prawo i popełnia przestępstwo. I rzeczywiście nie było to chyba zbyt dobre, że policja, która rozpoczęła - prawdopodobnie dlatego, że jej kazano - prezentowanie zdjęć ludzi, w ten sposób wydała wyrok, do czego nie jest powołana - mówiła.

Podkreślała, że "nie jest przyjęte, aby publikować twarze ludzi poza tłumem w sytuacji, gdy nie chodzi o list gończy i nie chodzi o decyzję, którą z bardzo określonych i uzasadnionych powodów podjął sąd".

Płatek oceniła, że postawa tych, którzy demonstrowali w nocy z 16 na 17 grudnia przed Sejmem, była "nie tylko patriotyczna, ale i obywatelska, mająca na celu zapewnienie nam wszystkim tutaj przestrzegania prawa - zarówno dla naszego dobra jak i rządzących".

Mówiła, że decyzja o publikowaniu zdjęć protestujących, to "próba zastraszenia, która jest niebezpieczna". - Ja znam historię, zajmuję się prawem karnym, kryminologią, zajmuję się również rzeziami, mordami. One zaczynają się od nazw, które wykluczają, które dehumanizują, które dzielą - podkreślała.

Według Płatek władze i policja łamią "bezpośrednio kilka przepisów konstytucji", a przepisy, na które się powołują, są traktowane "naprawdę frywolnie i nieodpowiedzialnie". - Tak nie wolno, to jest niebezpieczna próba sprawdzenia, jak daleko można się posunąć  - powiedziała.

Chodzi o wydarzenia z nocy z 16 na 17 grudnia ub.r. sprzed Sejmu, kiedy m.in. blokowano wyjazd posłów i przedstawicieli rządu. Szef MSWiA Mariusz Błaszczak poinformował w ubiegłym tygodniu, że policja zidentyfikowała 80 protestujących osób. Błaszczak mówił, że oczekuje, że osoby te zgłoszą się na policję lub że publikacja wizerunków pomoże ustalić ich tożsamość, tak by mogły odpowiedzieć za łamanie prawa.

W ubiegły czwartek Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że publikacja na stronie internetowej wizerunków osób biorących udział w grudniowych zdarzeniach przed Sejmem nastąpiła na polecenie warszawskiej prokuratury okręgowej prowadzącej śledztwo w tej sprawie. Jak mówił rzecznik KSP asp. szt. Mariusz Mrozek, w tej sprawie wydział dochodzeniowo-śledczy KSP działa pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie "wydarzeń związanych z naruszeniami porządku prawnego" przed gmachem Sejmu.

W poniedziałek zarzut znieważenia dziennikarza usłyszał jeden z uczestników manifestacji, która odbywała się przed Sejmem w nocy z 16 na 17 grudnia ub.r. To kolejny zarzut w tej sprawie - za znieważenie operatora telewizji odpowiada inny uczestnik manifestacji.

Warszawska Prokuratura Okręgowa prowadzi też śledztwo w sprawie organizacji i przebiegu posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej 16 grudnia ubiegłego roku. Zawiadomienia w tej sprawie złożyły m.in. PO i Nowoczesna. Postępowanie to dotyczy "przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych oraz działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych", czyli artykułu 231 Kodeksu karnego. Grozi za to do trzech lat więzienia.