Z relacji dyplomatów wynika, że na koniec czwartkowych Donald Tusk spytał o sytuację z wnioskami. Szydło miała powiedzieć, że ich nie poprze. Podkreślała, że odwołuje się do podstawowych zasad, które powinny obwiązywać w UE. W dyskusji odpowiedział jej prezydent Francji Francois Hollande, który - według relacji dyplomatów - miał powiedzieć: "wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne".

- Jakbym miała poważnie traktować szantaże prezydenta, który ma 4 proc. poparcia w sondażach, i już niedługo nie będzie prezydentem, to nie wiem... Może to brzmi mało elegancko, ale odpowiadam na mało eleganckie sformułowania - powiedziała.

- Jeżeli politycy w UE będą uważali, że można szantażować państwa mówiąc o tym, że ktoś nie dostanie jakiś pieniędzy na jakieś projekty, to UE ma przed sobą fatalną perspektywę. Nie może być też tak, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają cały czas być traktowane na tej zasadzie, że mamy okazywać wdzięczność za to, że jesteśmy członkiem UE - zaznaczyła Szydło.

Waszczykowski zostaje

- Żadnych zmian w kierownictwie MSZ nie będzie - powiedziała Szydło odpowiadając na pytanie o szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, w sytuacji, gdy nie udało się wypromować zgłoszonej przez rząd kandydatury europosła Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa RE.

Poproszona z kolei o komentarz do tego, że PO zamierza złożyć wniosek o wyrażenie jej rządowi wotum nieufności, premier powiedziała jedynie: "będzie wniosek".

Premier stwierdziła też, że jeśli to, co wydarzyło się w czwartek na szczycie UE w Brukseli określane jest mianem porażki, to ona stawia pytanie, czyja to jest porażka.

- Według mnie jest to porażka przede wszystkim UE, to jest porażka tych zasad, które powinny obowiązywać tutaj, a ta zasada nadrzędna jest taka, że powinno się szanować głos państwa członkowskiego - powiedziała Szydło.

Według szefowej polskiego rządu, że wszyscy przywódcy, którzy w czwartek brali udział w wyborze szefa Rady Europejskiej mają poczucie, że "coś jest nie tak". - I mają poczucie tego, że nie dopełnili tych zasad, które powinny nas łączyć. Wczorajszy dzień poprzez takie zachowanie szefów państw europejskich był pogłębieniem podziałów w UE, i oni o tym wiedzą - powiedziała Szydło.

Zaznaczyła, że dobrym wnioskiem jest to, żeby zastanowić się nad zasadami wyboru osób na najważniejsze stanowiska w UE. - Ta refleksja wczoraj się pojawiła, została nawet wyartykułowana w czasie naszego posiedzenia, wtedy kiedy był wybierany przewodniczący Rady Europejskiej, tylko tyle, że ona się pojawiła zbyt późno - powiedziała Szydło.

- Dla mnie nie ulega wątpliwości, że tą kluczową zasadą musi być wskazanie, że musi być desygnacja państwa pochodzenia na dane stanowisko kandydata - dodała Szydło.

"Nie zgodzimy się na Europę różnych prędkości"

W piątek przywódcy 27 państw członkowskich - bez udziału premier Wielkiej Brytanii Theresy May - rozmawiali o deklaracji przygotowywanej z okazji 60. rocznicy podpisania traktatów rzymskich, w której ma zostać nakreślona wizja przyszłości UE po Brexicie. Szefowie państw i rządów "27" mają przyjąć dokument na jubileuszowym szczycie w Rzymie 25 marca.

- Już za dwa tygodnie spotkamy się na szczycie w Rzymie, który ma być uhonorowaniem traktatów rzymskich, ma być świętem UE - powiedziała Szydło. Relacjonując piątkowe spotkanie szefowa polskiego rządu zwracała uwagę, że pojawiły się różne spojrzenia co do przyszłości Wspólnoty. Według niej dobra wiadomość jest taka, że wszyscy przywódcy wyrażają chęć, by wspólny dokument podpisać.

W jej ocenie Deklaracja Rzymska będzie miała sens tylko wtedy, gdy będzie nie tylko okolicznościowym dokumentem, lecz dokumentem określającym przyszłość Unii i wyznaczającym konkretne rozwiązania. Premier podkreśliła, że UE nie powinna bać się przeprowadzenia reform i musi wyciągnąć wnioski z Brexitu.

- Nigdy nie zgodzimy się na to, ażeby mówić o Europie kilku prędkości. Nie zgodzimy się na to, ażeby nie było równych szans dla wszystkich państw członkowskich, równych reguł gry - powiedziała. Według niej państwa zachodnie próbują mówić o Europie różnych prędkości wskazując, że nie mają na myśli podziałów.

- W naszej ocenie każdy zapis, który będzie różnicował tempo, zasady, kierunki rozwoju, dopuszczał do budowania elitarnych klubów wewnątrz Unii, będzie de facto prowadził do Europy kilku prędkości, do rozbicia UE - podkreśliła premier. - Unia musi mówić o jedności - zaznaczyła.

Wśród fundamentalnych dla Polski kwestii Szydło wymieniła m.in. ochronę i rozwój wspólnego rynku, równowagę pomiędzy strefą euro a krajami, które nie są w unii walutowej, wzmocnienie demokratycznej kontroli poprzez postawienie rządów i parlamentów narodowych w centrum projektu europejskiej, gotowość do reform, działania na rzecz bezpieczeństwa w porozumieniu z NATO.

Szydło powiedziała, że będzie brać udział w posiedzeniach Rady Europejskiej i nie widzi powodu, dla których nie miałaby w nich uczestniczyć.

Zwróciła się też do Tuska. - Mogę zapewnić przewodniczącego Tuska, że nie musi się o mnie martwić ani mi współczuć. Jak państwo widzicie, świetnie się czuję i nic mi nie dolega - mówiła. Jak podkreśliła premier, polityka polega przede wszystkim na obronie własnych racji i interesów. - Mnie upoważniło polskie państwo, obywatele polscy do bronienia ich interesów i póki jestem premierem polskiego rządu będę to robić konsekwentnie - zaznaczyła. - Niezależnie od tego, czy komuś się to podoba, czy nie, ja jestem wynajęta do obrony polskich interesów - przekonywała.

W rozmowie z polskimi dziennikarzami w czwartek Tusk mówił, że "autentycznie" bardzo współczuje Szydło "niewdzięcznej roli, jaka została jej zadana przez lidera jej partii".