Na wstępie przesłuchania świadek poinformowała, że w 2012 r. do departamentu prawnego, którym kierowała, wpłynęło ok. 5,5 tys. spraw, przy czym pracowało w nim ok. 20 pracowników. Sprawa Amber Gold wpłynęła do departamentu prawnego w czerwcu 2012 r., jako prośba o wydanie opinii w zakresie propozycji zarzutów postawionych przez departament polityki konsumenckiej - tłumaczyła.

Dorota Podsiedzik-Malec wskazała, że wówczas wpłynął do jej departamentu projekt postanowienia o wszczęciu postępowania administracyjnego dotyczącego Amber Gold. Jak dodała, projekt ten dotyczył dwóch zarzutów. Te zarzuty sprowadzały się do tego, że Urząd, aby je postawić i wykazać, musiałby stwierdzić, że Amber Gold jest bankiem - mówiła.

Jak tłumaczyła, pierwszy zarzut dotyczył tego, że spółka w reklamach sugeruje, iż środki ulokowane przez klientów są objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Z kolei drugi zarzut dotyczył używania w reklamach Amber Gold słowa "lokata", co sugerowało, że spółka jest bankiem. Podsiedzik-Malec podkreślała, że sprawę Amber Gold opiniowała w bardzo wąskim zakresie. Departament prawny nie analizował wzorców umownych, czy działalności przedsiębiorstwa jako takiej. Ja nie analizowałam tej sprawy pod innymi kątami. To nie było rolą departamentu prawnego - podkreślała.

Świadek przekonywała też, że przed sierpniem 2012 r., kiedy Amber Gold ogłosiło upadłość, w UOKiK nie było świadomości, jakim problemem jest ta spółka. Tak naprawdę nie było świadomości w Urzędzie, przynajmniej ja jej nie miałam, jaki problem jest z Amber Gold. Wtedy na tę sprawę nie zwróciłam uwagi. To była jedna z bardzo wielu spraw, które wpłynęły - dodała. Myślę, że gdyby rzeczywiście była wiedza o tym, jaki jest problem z Amber Gold, to ta sprawa byłaby inaczej w Urzędzie procedowana - mówiła.

Świadek dodała, że UOKiK nabrał wiedzy w momencie, kiedy ta afera wybuchła, to był ten moment. Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) zapytała, w jaki sposób Urząd nabrał tej wiedzy, jeśli wydaliście państwo po kilkunastu dniach postanowienie, w którym odmówiliście wszczęcia sprawy, bo uznaliście, że jest w porządku.

Amber Gold ogłosiło upadłość 13 sierpnia 2012 r., zaś UOKiK 24 sierpnia tego samego roku stwierdził, że umowy Amber Gold były wykonywane, zaś reklamy publikowane przez Amber Gold nie wprowadzały klientów w błąd. Mówimy o zamknięciu postępowania administracyjnego. Propozycja dotyczyła dwóch zarzutów reklamowych. (...) Tam było słowo +gwarancja+. Samo słowo +gwarancja+ nie znaczy, że środki objęte są Bankowym Funduszem Gwarancyjnym - powiedziała Podsiedzik-Malec, odnosząc się do decyzji z 24 sierpnia 2012 r.

Wassermann pytała, czy Urząd bada pojedyncze słowa, czy też ich kontekst i odbiór. Czy państwo działacie pod przeciętnego odbiorcę, czy wyspecjalizowanego odbiorcę, czy to była oferta skierowana do konsumentów, czy do przedsiębiorców? - dopytywała. Świadek przyznała, że oferta była skierowana do konsumentów. Zebranie i ocena materiałów należała do departamentów merytorycznych w Urzędzi  - dodała b. dyrektor z UOKiK.

Czy może pani stwierdzić, że były podstawy do szerszego zakresu badania działania spółki Amber Gold? - pytał zaś Witold Zembaczyński (Nowoczesna). Podsiedzik-Malec odpowiedziała, że nie analizowała całego postępowania. Czyli po prostu taka biurokratyczna machina, w której ten mały trybik krążył, nic specjalnego - skomentował Zembaczyński.

Joanna Kopcińska (PiS), komentując zeznania Podsiedzik-Malec stwierdziła, że kierowany przez nią departament był "omnidepartamentem", teoretycznie o wszystkim decydował, a w sprawie Amber Gold do końca stał tyłem do konsumenta, teraz zaś świadek przerzuca odpowiedzialność na inne departamenty. Mówi pani, że nie było wiedzy o Amber Gold, ale to państwo tych informacji nie pozyskaliście - mówiła Kopicińska. Nie przekonała mnie pani, że wykonaliście wszystko jak należy - dodała.

Podsiedzik-Malec odpowiadała, że nie przerzuca na nikogo odpowiedzialności, mówi tylko o podziale kompetencji w Urzędzie. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że urząd nic nie zrobił, bo to nie jest prawda - dodała. Zabrakło informacji, że to taki problem - powtarzała.

Jeszcze raz zaznaczyła, że gdyby była wiedza na temat Amber Gold, działania UOKiK byłyby inne. Problem z Amber Gold był taki, że do Urzędu nie wpływały informacje od konsumentów. Zazwyczaj, jak coś się dzieje na rynku, to Urząd otrzymuje informacje od konsumentów, rzeczników konsumentów, czy z jakichś innych źródeł i wtedy wiadomo, że jest problem i podejmuje się działania. Tutaj tego nie było - podkreśliła. Ta wiedza była na wyciagnięcie ręki, tylko należało po nią sięgnąć - komentował Stanisław Pięta (PiS).