Sprawa ograniczenia do dwóch kadencji władzy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast jest jednym z priorytetów obecnego rządu. Brakuje jeszcze ostatecznej decyzji, jak szybko nowe reguły powinny zacząć obowiązywać – hamulcowym jest m.in. wicepremier Jarosław Gowin. Jeśli PiS chce wyciąć włodarzy już przy okazji przyszłorocznych wyborów, musi się spieszyć. I planuje, że projekt ustawy pojawi się (a być może również zostanie uchwalony) jeszcze przed wakacjami.

Nie dziwi zatem, że samorządowcy już zastanawiają się, jak zapewnić sobie miękkie lądowanie. Pomysłów im nie brakuje:

1. Rezygnacja kontrolowana

Jak wiadomo, wyborczy topór miałby dosięgnąć tych, którzy mają na koncie co najmniej dwie kadencje. – A co jeśli zrezygnujemy na kilka miesięcy przed wyborami? – zastanawia się część włodarzy. Wówczas nie będzie mowy o pełnych dwóch kadencjach. Podobnie wygląda sytuacja z tymi, którzy objęli stanowiska w trakcie kadencji, np. po odwołaniu poprzednika w referendum. Pytanie, jak PiS potraktuje takie przypadki i czy w ogóle będzie w stanie je uregulować.

– Ci, którzy od wielu lat rządzą gminą, np. prezydent Krakowa, Gdańska czy Warszawy, i tak mają już te dwie kadencje na koncie, więc tego rodzaju zabieg by ich nie uchronił – zwraca uwagę dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem ustawodawca musi postawić precyzyjną cezurę, czyli np. pełne dwie kadencje. – Jeśli kadencja miałaby być niepełna, to potem zaczęłyby się pytania, jak bardzo niepełna, by ustawa nie miała zastosowania. Całego życia nie da się uregulować. A tam, gdzie się da, przepisy muszą być precyzyjne – kwituje ekspert.

2. Wyznaczenie następcy

O tej metodzie samorządowcy mówią najczęściej, nazywając ją zgryźliwie sposobem „na Putina i Miedwiediewa”). I przywołują przykład Katowic. Tam w ostatnich wyborach wieloletni prezydent Piotr Uszok „namaścił” swojego następcę Marcina Krupę. Uszok sygnował własnym nazwiskiem komitet wyborczy Krupy, razem pojawiali się na plakatach i spotkaniach. Wyborcom tak jasne postawienie sprawy najwyraźniej się spodobało – Krupa został prezydentem Katowic.

Łatwo sobie jednak wyobrazić, że wyznaczanie następców nie zawsze będzie tak transparentne. A wtedy trudno już będzie mówić o rozbijaniu sitw w samorządach za pomocą limitu dwóch kadencji.

3. Zmiana roli

Wiele zależy od tego, do jakiego organu władzy samorządowiec po dwóch odbytych kadencjach będzie startować. Jeśli będzie to sejmik województwa (z perspektywą zostania marszałkiem) lub w wyborach parlamentarnych (w 2019 r.), wówczas zwolennicy dwukadencyjności będą mogli powiedzieć, że nowe zasady nikogo nie pozbawiły szansy na realizowanie się w innych politycznych rolach.

Ale może być i tak, że wójt czy burmistrz postanowią wystartować do miejscowej rady. Jeśli dodatkowo wyznaczyliby swojego następcę, wówczas trudno będzie uciec od podejrzeń, że były szef gminy rządzi nią z tylnego siedzenia, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności. – W lokalnej skali, choć masowo, będzie robiona kalka z tego, z czym mamy do czynienia na szczeblu centralnym. Niby jest premier i prezydent, a każdy wie, że krajem i tak rządzi poseł Kaczyński – komentuje jeden z wójtów.

Co więcej, jeśli były wójt (który zostanie radnym) będzie z jakichś względów skonfliktowany z nowym wójtem, wówczas może wykorzystać swoje wpływy, by przeciągnąć grupę radnych na swoją stronę i skutecznie sparaliżować współpracę między organem wykonawczym i stanowiącym.

4. Wujek dobra rada

To również może być sposób na miękkie lądowanie po wyborczej wycince. Były wójt może zostać zatrudniony przez swojego następcę np. w charakterze doradcy, na podstawie umowy cywilnoprawnej. W końcu atutem włodarza – jeśli nie znajomość z obecnym szefem – może być jego doświadczenie polityczne i organizacyjne.

Są też inne opcje, np. stanowisko sekretarza gminy. Wystarczy, że wygra nabór, w którym wśród wymogów stawianych kandydatom są m.in. wykształcenie wyższe i czteroletni staż pracy na stanowisku urzędniczym (w tym min. dwa lata na stanowisku kierowniczym). Dla wójta – jak znalazł.

– Z punktu widzenia urzędu sekretarz pełni określone funkcje o charakterze organizacyjnym. Wójt jest przyzwyczajony do nieco innego zakresu zadań i obowiązków, więc niekoniecznie pozycja sekretarza będzie dla niego atrakcyjna. Jeśli już, to raczej zdecyduje się na pozycję doradcy – uważa Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Przykładów daleko szukać nie trzeba. Gdy obecny prezydent Katowic – wspomniany Marcin Krupa – wygrał wybory, zatrudnił swojego politycznego mentora na stanowisku doradcy. Piotr Uszok był nim do kwietnia 2016 r.

5. Droga sądowa

To już nie tyle pomysł na obejście zakazu szykowanego przez PiS, ile pójście na jawną konfrontację. Plan ten zakłada, że nawet mimo zakazu startowania w wyborach wójtowie będą podejmowali próbę zarejestrowania się jako kandydaci. Jeśli nie będzie to możliwe, sprawę skierują do sądów. – Wbrew pozorom to nie będzie żmudna droga. Rejestracja kandydata to akt wyborczy, a więc sądy powinny wyjaśnić taką sprawę w trybie wyborczym, czyli ekspresowo – tłumaczy nam jeden z samorządowców.

Jak pomysły samorządowców oceniają przedstawiciele PiS? – Dobrze, że kombinują już teraz, dzięki temu może już na dzień dobry uszczelnimy ustawę – ironizuje jeden z posłów ugrupowania. Ale jego partyjny kolega Grzegorz Adam Woźniak (jednocześnie wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej) przyznaje, że wszystkiego uregulować się nie da. – Nie możemy i nie chcemy zabronić dwukadencyjnym samorządowcom możliwości startowania na inne stanowiska czy nawet namaszczania swoich następców. Oczywiście w transparentny sposób – mówi poseł Woźniak. – Obawiam się, że wykorzystywanie potencjalnych luk w ustawie mogłoby się obrócić przeciwko wójtom, bo ich działania mogą być postrzegane przez wyborców jako koniunkturalizm. Na pewno będziemy wsłuchiwać się we wszystkie uwagi i szukać kompromisów – zapewnia.