Dziennik Gazeta Prawana logo

Pełzająca rewolucja w terenie. "Nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tak brutalną polityką rządu"

9 kwietnia 2017, 09:30
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Protest nauczycieli we Wrocławiu
Protest nauczycieli we Wrocławiu/PAP Archiwalny
Gra toczy się o centralizację władzy – mówią prezydenci, burmistrzowie, wójtowie. Powiatowe urzędy pracy, regionalne izby rozrachunkowe, wojewódzkie fundusze ochrony środowiska – już przeszły pod kontrolę rządu albo za chwilę się tam znajdą

– pyta Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi. Jego słowa w dużej mierze oddają to, o czym myśli większość samorządowców.

– wtóruje mu Marcin Skonieczka, wójt gminy Płużnica. Jego zdaniem intencje władzy są jasne: centralizacja państwa. –

Włodarze wielkich miast i wsi odpierają teraz zarzuty ze strony władz centralnych. Te wypowiedziane wprost i te, których można się domyślać. Bardziej lub mniej merytoryczne. – – mówi Skonieczka. I przekonuje, że największą bolączką władz lokalnych jest dziś niepewność. Czy zmiany wejdą? Jeśli tak, to jakie? Projekty ustaw nie są konsultowane, gdyż Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego jest pomijana. Rządowe projekty zgłaszane są jako inicjatywa poselska. Tak m.in. było niedawno, gdy weszła ustawa o wycince drzew. Tak było rok temu, gdy cofano sześciolatki ze szkół...

Z tych mniej merytorycznych zarzutów samorządowcy cytują wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który komentując konieczność zmian kadrowych, mówił: „Jak w filmie »Ranczo« widzimy, jakie są konsekwencje długiego utrzymywania władzy. Kliki lokalne, w gminach, powiatach, w miastach. Tworzą wokół siebie istny dwór”.

To może należałoby wprowadzić taką samą kadencyjność dla parlamentarzystów? „Nie, bo posłowie i senatorowie nie tworzą wewnętrznego układu zarządzania” – odpowiedział polityk. Czyli my kontrolować to dobrze. Nas kontrolować – źle. Nasi ludzie są dobrzy, reszta – zła. Ot, i filozofia Kalego – odpowiadają samorządowcy.

Do tablicy!

„Łódź idzie na wojnę z minister edukacji” – grzmiały tytuły prasowe, gdy okazało się, że wdrażanie reformy edukacji nie idzie po myśli Anny Zalewskiej. Sama minister zapewniała, że w Łodzi odbyła się rzetelna debata, w której uczestniczył kurator. Jego zastrzeżenia mają odpowiadać na potrzeby rodziców, uczniów i nauczycieli. Projekt sieci szkół w Łodzi otrzymał pozytywną opinię z warunkami, w których wskazuje się, gdzie jest złamane prawo i gdzie trzeba się do tego prawa dostosować. To jedna strona medalu. O drugiej opowiada Tomasz Trela, wiceprezydent miasta odpowiadający za łódzką oświatę. – – mówi. Przyznaje, że nie zgadza się z reformą oświaty. Ale, podkreśla, to jego prywatne zdanie. –

Łatwiej jest decydować o losie nauczycieli i uczniów, gdy gmina ma jedną szkołę. W Łodzi jest jednak 86 podstawówek i 42 gimnazja. Tamtejsi samorządowcy mają za sobą tysiące godzin rozmów. Z dyrektorami, rodzicami. Udało się osiągnąć kompromisy, nieidealne, ale też nie zgniłe. Dzięki temu zbudowali sieć szkół, która ma sprostać reformie oświaty. Przedstawili ją kuratorowi, który miał 21 dni na odpowiedź... – komentuje Trela. Miasto chciało pozostawić 90 podstawówek, kurator mówi, że ma ich być 94. – Jaki jest tego cel, skoro nawet nie ma tylu dzieci w Łodzi? – pyta wiceprezydent. –

W zamian, jak przekonuje, dostali propozycję nie do odrzucenia: połączenie trzech gimnazjów i trzech podstawówek, w których miałyby powstać trzy szkoły podstawowe. – – przekonuje. Po decyzji kuratora poprosił na spotkania dyrektorów. Bo, jak mówi, chce dotrzymać słowa i wprowadzić łódzkie pomysły, tylko w innym trybie oraz terminie. Szkoły, które miasto chciało powołać, ruszą 1 września 2018 r. Reszta – z czasem – gdy dawne gimnazja będą pustoszały. – – mówi. –

Marek Wojtkowski, prezydent Włocławka, rozumie te emocje, ale też bije się w piersi. – – ucina.

O tym, jak bardzo tej możliwości zabrania głosu brakowało samorządowcom, świadczą wydarzenia sprzed kilku dni. Na Zgromadzeniu Ogólnym Związku Miast Polskich w Serocku pod Warszawą była minister edukacji. Był też Karol Rajewski, burmistrz miasta i gminy Błaszki. Jego wystąpienie przerywały burze oklasków, a pikanterii dodawało to, że jeszcze rok temu Rajewski był członkiem PiS. – – mówił, kierując swoje słowa bezpośrednio do Anny Zalewskiej. Już rok temu był w ministerstwie, żeby przedstawić sytuację w gminie. Nie doczekał się odpowiedzi. Do dziś nikt z resortu nie raczył też odwiedzić miasta Błaszki. –

Tymczasem na stronie internetowej resortu edukacji od wielu dni stoi informacja: „Proces przyjmowania uchwał w sprawie projektu dostosowania sieci szkół przebiega zgodnie z harmonogramem. (...) Podczas wprowadzania zmian jesteśmy blisko każdego samorządu, każdej szkoły i każdego rodzica. Do dyspozycji lokalnych władz są kuratorzy oświaty i wojewodowie, którzy mają za zadanie wspieranie procesu organizowania oświaty zgodnie z nowym ustrojem szkolnym”. Słowa, słowa, słowa – komentują nie bez złośliwości samorządowcy. I chociaż burmistrz miasta i gminy Błaszki ma powody do zadowolenia. Na stronie miasta pojawił się wpis: „Jest pierwszy sukces. Pani Minister stwierdziła, że w tym konkretnym przypadku potrzebna jest jej osobista interwencja”.

Gdy przykład nie idzie z góry

Edukacja nie jest jedyną kością niezgody między samorządami a rządem. Kolejne na liście jest choćby in vitro. Tu jednak nie chodzi o podawanie w wątpliwość ustaw centralnych, a wprowadzanie konkretnych działań uchwałami miejskimi. Problem w tym, że coraz częściej są one torpedowane. Tak było ostatnio w Gdańsku, gdzie dzięki uchwale budżet miasta miał przeznaczyć 1,1 mln zł na 200 procedur. Wojewoda pomorski z PiS wykorzystał to, że projekt nie miał opinii z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Miejscy urzędnicy tłumaczyli, że wystąpili o taką zgodę i z pewnością by ją otrzymali do lipca, bo wtedy miał ruszyć program. Wojewoda pozostał jednak niewzruszony na te argumenty i całą akcję zablokował.

Wprowadzony przez rząd PO-PSL program leczenia niepłodności był realizowany od lipca 2013 r. Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia w rządzie PiS, od początku zapowiadał jego zamknięcie. Ostatecznie swój cel zrealizował w połowie 2016 r. Wtedy statystyki mówiły o 5285 dzieciach, które przyszły już na świat dzięki in vitro. W sumie wykonano 37,6 tys. transferów zarodka, w wyniku czego klinicznie potwierdzono 11,8 tys. ciąż. – – przekonywał minister i na otarcie łez obiecywał powstanie narodowego programu prokreacji.

30 czerwca skończyła się więc pomoc rządowa, a już w lipcu 2016 r. działał program miejski w Łodzi. Miasto zaproponowało swoim mieszkańcom leczenie niepłodności metodą in vitro. W zeszłym roku wydało na ten cel blisko 1 mln zł. I, jak mówią miejscy włodarze, nie ma większych problemów ze znalezieniem środków. – – zastrzega Tomasz Trela. – .

Podobne nastawienie słychać chociażby w Sosnowcu czy Częstochowie. Grażyna Stramska-Świerczyńska, która w drugim z tych miast odpowiada za programy zdrowotne, podkreśla, że jej urząd był pierwszym w Polsce, który jeszcze w 2012 r., nie oglądając się na centralne pomysły którejkolwiek z politycznych opcji, ruszył z programem in vitro. – – mówi. –

W zeszłym roku na 30 par wykonano tam 24 procedury. Już urodziło się 10 dzieci, za chwilę na świat przyjdzie kolejne. – To wielkie szczęście dla rodziców, a dla nas olbrzymia satysfakcja – mówi Grażyna Stramska-Świerczyńska. Przyznaje, że początkowo były protesty. Nawet programy telewizyjne, w których pokazywano Częstochowę jako antyprzykład na to, czym samorząd nie powinien się zajmować. Dziś jednak te głosy ucichły, choć temat trudny pozostał. – – dodaje.

Od tego roku z podobnymi pomysłami startują kolejne miasta, których radni mówią wprost: chcemy podjąć program zarzucony przez władze centralne. Np. w tegorocznym budżecie Poznania zabezpieczono na ten cel już 1,9 mln zł. Pieniądze, jak precyzyjnie wyliczono, dadzą szansą na dzieci 367 parom. – Też myślimy o in vitro. Potrzebna jest uchwała miasta. Jesteśmy jeszcze na tyle suwerenni, że możemy ją podjąć – to z kolei głos z Włocławka.

Znikające kompetencje

Samorządowcy mówią zgodnie: obawiamy się pełzającej rewolucji. Zależy im na działaniu w ramach swoich kompetencji. I właśnie z nimi jest coraz bardziej krucho. – – mówi Marek Wojtkowski. Tylko w 2015 r. na dotacje w całym kraju przeznaczono ponad 410 mln zł, a na pożyczki – blisko 2 mld zł. Dzięki tym ogromnym środkom władze lokalne mogły swobodnie kształtować swoją politykę ochrony środowiska. Jak będzie teraz?

– mówi Wojtkowski. –

Marcin Skonieczka, wójt gminy Płużnica, dopisuje do tej listy kolejne punkty: –

Jest jeszcze sprawa o wiele bardziej subiektywna: styl sprawowania władzy. Rząd mówi o sitwie i lokalnych dworach, samorządowcy o niepotrzebnych gestach, które niczemu dobremu nie służą. – – mówi Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz miasta Kowal. I proponuje, by przyjrzeć się również posiedzeniom samej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. –

Powtórka z idei

– denerwuje się Robert Malinowski, prezydent Grudziądza. Zaraz jednak dodaje: –

Gdybyśmy policzyli głosy oddane na władze lokalne i zestawili z głosami oddanymi na obecną ekipę, to okazałoby się, że mamy szersze społeczne poparcie – mówią prezydenci miast. Zastrzegają, że o żadnym państwie w państwie nie może być mowy. Bo, jak przekonuje z kolei Marek Wojtkowski, rząd nad samorządem ma już pełną kontrolę poprzez wiele instytucji: regionalne izby rozrachunkowe, NIK, Krajową Izbę Odwoławczą, prokuraturę, sądy. – – pyta prezydent Włocławka. On widzi przyszłość w ciemnych barwach. Przekonuje, że decyzje dotyczące ordynacji już podjęto. Dwukadencyjność z opcją wsteczną zostanie wprowadzona. – – ucina.

Zdaniem Eugeniusza Gołembiewskiego, burmistrza Kowala, reforma samorządowa jest jedyną, oprócz urynkowienia gospodarki przez prof. Balcerowicza, która w naszym kraju po 1989 r. się udała. –– zastrzega. Pierwsza na liście zmian jest sprawa finansowania, wkładu własnego. Nie można bazować tylko na dotacjach europejskich, jak ma to miejsce w wielu małych gminach. Te pieniądze w końcu się skończą. Albo – przy okazji brexitu – mogą zostać radykalnie ograniczone. – – mówi. I podkreśla, że w Polsce lokalnej, a zwłaszcza w małych gminach, których jest większość, poglądy polityczne są prawie bez znaczenia. Zdecydowana większość wójtów i burmistrzów nie należy do żadnej partii. –

– podkreśla wójt gminy Płużnica. Dlatego zapanowało lokalne pospolite ruszenie. Trwają spotkania w regionach, województwach, również ogólnopolskie. Jest pomysł, by w maju większość gmin przyjęła uchwały w sprawie samorządności. –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj