Marcin P., jak wynika ze stenogramów, dzwonił do gdańskiego oddziału NBP i pytał o możliwość sprzedaży sztabek złota. P. pyta urzędniczkę: "I one są od ręki kupowane? Pani orientuje się, jak to jest?". I mówi dalej: (...) to będzie około dziesięciu kilo, a to będzie duża kwota i nie wiem, jak to będzie w ogóle zrealizowane". Na koniec pyta: "A gotówką jest pani w stanie tyle wypłacić?".

P. rozmawiał też na temat Tuska - wynika ze stenogramów - z Michałem Lisieckim, wydawcą tygodnika "Wprost". Na sugestię Lisieckiego, że P. powinien nie organizować konferencji, a "raczej oświadczenia", P. odpowiada: "Teraz już bez konferencji (...), wszyscy się skupią na temat Michała Tuska i pytania lecą i od licha, i od was chyba dzisiaj ktoś do mnie napisał (...)". P. proponuje też Lisieckiemu: "Więc jakichś informacji jakbyście potrzebowali jeszcze na temat Michała Tuska, to ja też mogę wam przesłać w firmie korespondencji, esemesów, które on pisał. Bo nieprawdą jest to, bo ojciec musiał o tym wcześniej wiedzieć, bo ojciec mu, jak on sam do nas się zgłosił, żeby przyjść do nas pracować, to ojciec mu wtedy zakazał".

Ze stenogramów z tej rozmowy wynika, że to Michał Tusk "(...)starał się o tę robotę, nie my o niego.", a Marcin P. niezbyt chętnie myślał o jego zatrudnieniu "My się wręcz baliśmy jego zatrudnić" - dodał.

Tygodnik podkreśla też, że w materiałach ABW w zasadzie nie ma stenogramów z rozmówi Katarzyny P. Wyjątkiem są dwa połączenia z jej bratem z 27 lipca. ABW odnotowała, że głos brata wskazuje na jego nietrzeźwość. Mężczyzna przywołał rozmowę z kolegą, "szefem w PG, nie tutaj, w Gdańsku", który miał mu powiedzieć: "że wystarczyłby jeszcze miesiąc (...), żeby LOT upadł. (...) dosłownie miesiąc.".

"Jak pan wie, u mnie pracuje syn premiera"

Wczoraj część stenogramów opublikował portal wPolityce.pl  kilka fragmentów z nagranych rozmów Marcina P., które w poniedziałkowym wydaniu ujawni "wSieci". Według portalu, taśmy m.in. sporo mówią o tym, jak Marcin P. i kierujący jego spółkami odnosili się do Michała Tuska.

Z taśm - zdaniem wPolityce.pl - wynika m.in., że Marcin P. i jego otoczenie wiedzieli, że ABW nie tylko wybiera się do jego firmy, ale również, że podsłuchuje jego telefon. Dowodem mają być m.in. słowa: Potwierdza się, do cholery, nie wiem, czy powinniśmy rozmawiać przez telefon, szczerze mówiąc, bo się potwierdza, że nie jesteśmy sami.

Pierwszy z fragmentów to rozmowa "Pawła". Według autorów materiału - chodzi tu prawdopodobnie o warszawskiego adwokata, członka rady nadzorczej Amber Gold. Wśród zarejestrowanych rozmów pada m.in. zdanie: panie Pawle, dostałem dziś informację od naszego kontrahenta, że jutro lub pojutrze mogą być u nas cisi panowie, co ma - jak oceniono - oznaczać funkcjonariuszy ABW. W trakcie innej z opublikowanych rozmów Marcin P. zwraca się do swojej rozmówczyni: Tak, tylko pozdrów panów z ABW.

Część z nagranych taśm wskazuje – zdaniem dziennikarzy - na gorączkowe poszukiwanie sposobu na zdobycie gotówki w końcowym etapie działania OLT i Amber Gold. P. dzwoni na przykład do gdańskiego oddziału NBP. Pyta o możliwość sprzedaży sztabek złota.

"Ujawniane przez +wSieci+ stenogramy wywracają również do góry teorię +Gazety Wyborczej+, która stawała w obronie Tuska jr., a która pomija m.in. rozmowę z 30 lipca Marcina P. z Andrzejem Korytkowskim, szefem parabanku Finroyal, który Amber Gold miało kupić" – napisał portal. "P. powiedział wówczas to zdanie: Jak pan wie, u mnie pracuje syn premiera – pracował w OLT – i dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył. W chwili obecnej może być tak, że ktoś nas ruszy" - brzmi przytoczony cytat.

Taśmy wykazują również jasno – jak oceniono w publikacji - "wątek wykorzystania Michała Tuska do odwrócenia uwagi od spółek Marcina P."

W przytoczonej rozmowie Marcin P. mówi do Jarosława Frankowskiego (dyrektora zarządzającego OLT Express): Cześć Jarek, słuchaj, potrzebuję skan umowy z Tuskiem i korespondencję mailową, jaką Magda prowadziła z Tuskiem i ty jaką prowadziłeś z Tuskiem (...) Słuchaj, jeszcze mam jedno pytanie do ciebie odnośnie… pamiętasz, mówiłeś, że Tusk ci przyniósł informację, ile Wizz Air płaci za jednego pasażera i jakie dostaje zwroty, pamiętasz?. Frankowski odpowiada: Tak, tak. On mi mówił mniej więcej, tylko nie pamiętam, kurde, kwot, wiesz? (...) on tego nie przysyłał, jakby był ostrożny, tak.

Zdaniem dziennikarzy tygodnika, w materiałach zgromadzonych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w zasadzie nie ma stenogramów z rozmów prowadzonych przez Katarzynę P. Wyjątek stanowią dwa połączenia z jej bratem. 27 lipca (dzień upadłości OLT Express) żalą się sobie nawzajem, że wspaniała perspektywiczna linia lotnicza plajtuje, a skostniały i drogi LOT przetrwa, choć to on powinien - według nich - upaść" – napisano.

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 roku i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 roku ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

O sytuacji spółki Amber Gold zrobiło się głośno w lipcu 2012 r., kiedy linie OLT Express zaczęły mieć kłopoty finansowe - zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika, a następnie spółka poinformowała, że wycofuje się z inwestycji w linie lotnicze.

Sprawę bada m.in. sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. W mijającym tygodniu komisja przesłuchała Michała Tuska. Obaj z ojcem wiedzieliśmy, że Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa - powiedział syn byłego premiera.

Świadek, który najpierw był dziennikarzem gdańskiego oddziału "Gazety Wyborczej", gdzie zajmował się m.in. tematyką rynku lotniczego, potwierdził, że od 15 marca 2012 r. łączyła go z OLT Express - firmą lotniczą należąca do spółki Amber Gold - umowa o świadczenie usług doradczych i menadżerskich. Od 16 kwietnia 2012 r. M. Tusk był ponadto zatrudniony w Porcie Lotniczym Gdańsk na pełen etat na stanowisku specjalisty do spraw marketingu. Do zakresu jego obowiązków należała tam m.in. współpraca z liniami lotniczymi operującymi do i z Portu Lotniczego Gdańsk.

Macierewicz: Wiemy, że to się nie odbywało bez wiedzy pana premiera

Sprawę skomentował też szef MON, który był pytany w TVP Info o sformułowanie: nikt nas nie ruszał, dopóki pracował w firmie syn premiera. Te podejrzenia były od dawna, było bardzo wiele znaków świadczących o tym, że pan premier Donald Tusk rozpiął parasol nad Amber Gold, że świadomie chronił tę rzeczywiście aferalną historię. To, że użył do tego swojego syna, to już jest jego sprawa i sposób działania, które uznał za stosowne zrealizować (...). Mamy teraz materiał dowodowy, potwierdzający te domniemania, przypuszczenia i hipotezy - odpowiedział szef MON.

Dalej wskazał: ten materiał oznacza, że Amber Gold traktował zatrudnienie syna Donalda Tuska jako piorunochron, jako ochronę, jako parasol ochronny. Wiemy, że to się nie odbywało bez wiedzy pana premiera, pan premier dobrze o tym wiedział i aprobował to. Zdaniem Macierewicza ta sprawa ma bardzo wiele elementów, także tych związanych z działaniem ówczesnych służb specjalnych.

To wszystko pokazuje, że nie tylko sam premier, ale też i służby, którymi przecież on kierował, były w całą tę sprawę w różny sposób zaangażowane - ocenił szef MON.

I podkreślił: Bo chcę przypomnieć: chociaż Donald Tusk sprawiał wrażenie, także publicznie, że istnieje koordynator ds. służb specjalnych, który przejmuje funkcję premiera, jako nadzorującego służby, w istocie tak nie było, z punktu widzenia prawnego to pan Donald Tusk kierował przez cały czas służbami specjalnymi, a więc wszystko co one wiedziały lub czego nie zrobiły, lub co zrobiły, spada bezpośrednio na niego.

Michał Tusk pełnił rolę takiej +przyzwoitki+

Adam Bielan - pytany w piątek wieczorem w programie TVP Info o te stenogramy - powiedział, że z tych wypowiedzi widać wyraźnie, że Michał Tusk pełnił rolę takiej +przyzwoitki+, kogoś, kto miał pomagać roztaczać parasol ochronny nad tą aferą. Jego zdaniem to może tłumaczyć, dlaczego tak biernie zachowywały się ważne instytucje państwowe, służby specjalne, wymiar sprawiedliwości, Urząd Lotnictwa Cywilnego - dlaczego te instytucje nie reagowały przez tyle miesięcy i pozwoliły okraść blisko 20 tys. Polaków na prawie miliard złotych.

Zdaniem wicemarszałka Senatu bardzo ważne w tym kontekście będzie przesłuchanie szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Te materiały wyraźnie pokazują, jak bardzo ważne to będzie przesłuchanie, jak bardzo ważna będzie wizyta pana przewodniczącego Donalda Tuska na posiedzeniu komisji - ocenił Bielan.

Bielan podkreślił, że starano się doprowadzić do upadku linii narodowego przewoźnika, a to wszystko dzieje się w pewnej kooperacji z synem polskiego premiera. Według wicemarszałka były to świadome działania obliczone na doprowadzenie do bankructwa LOT, na przejęcie tego rynku. Ten sam LOT zanotował w ubiegłym roku ponad trzysta milionów złotych zysku - zwrócił uwagę Bielan.

Pytany, czy mówienie o znaczącej roli Michała Tuska w aferze związanej z OLT nie jest przedwczesne, Bielan odpowiedział, że on sam garnął się do pracy dla Marcina P., dla tego aferzysty. Wicemarszałek przypomniał, że w niedługim czasie od rozpoczęcia pracy dla tej spółki Michał Tusk wiedział od swojego ojca, od polskiego premiera, że jest to +lipa+, czyli że jest to biznes bardzo podejrzany, a mimo to dalej w tym biznesie funkcjonował.

Wicemarszałek Senatu uważa, że jeżeli polskie służby wiedziały, kto stoi za Marcinem P. i jakiego rodzaju biznes on prowadzi, że to jest jedno wielkie oszustwo, to powinny poinformować o tym premiera Donalda Tuska i jego syna, żeby nie szedł do tej instytucji dlatego, że może być wykorzystany do tego, żeby uciekać od odpowiedzialności prawnej.

Donald Tusk przez ponad siedem lat rządził niepodzielnie w Polsce, miał największą władzę ze wszystkich polityków, i to pod jego rządami doszło do tej gigantycznej afery. To on ponosi z całą pewnością odpowiedzialność polityczną za tę aferę i pytanie, czy również odpowiedzialność prawną - uważa Bielan.