W Sejmie można było usłyszeć wczoraj o różnych wariantach rozwiązań. Zdaniem posła Prawa i Sprawiedliwości Bartłomieja Wróblewskiego możliwy jest trójstopniowy wybór, najpierw Sejm większością trzech piątych, jeśli się nie uda Senat większością trzech piątych lub dwóch trzecich i jeśli ten sposób nie da efektu – ponownie Sejm, ale już zwykłą większością. Ostatni krok miałby wymuszać porozumienie w poprzednich. Inny pomysł ma lider PSL. Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje, by prezydent wskazywał 30 kandydatów na członków KRS, ale wybierał ich Senat, co miałoby spełniać warunek prezydenta, że wskazania nie będą monopartyjne, a zarazem usuwać zastrzeżenie PiS, że wyboru będzie dokonywał prezydent, który decyduje o nominacjach sędziowskich.

Grzech pierworodny

Jeszcze inna możliwość to korekta pomysłu prezydenta: jeden poseł – jeden głos. Sędziowie zgłaszani są przez co najmniej 30 posłów, ale każdy poseł może się podpisać tylko pod jedną kandydaturą. To powoduje, że jednocześnie może ich być zgłoszonych 15, czyli tylu, ile jest miejsc w KRS. Samo głosowanie odbywa się blokiem, posłowie głosują na wszystkie kandydatury jednocześnie i wybór dokonywany jest zwykłą większością. Jeśli wybrana zostanie mniejsza liczba kandydatów, to wyboru na wakaty dokonuje się większością zwykłą, głosując „dogrywkowe” kandydatury po kolei. To pokazuje, że możliwych rozwiązań jest wiele i dojście do porozumienia między prezydentem a PiS jest praktycznie przesądzone, o ile będzie wola do przeforsowania ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym.

– Kłopoty z porozumieniem pokazują, że złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy – komentuje Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15.

Na pewno forsowanie ustaw wywoła sprzeciw Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. – Chodzi o to, by rozwiązania były zgodne z konstytucją. Politycy nie mogą wybierać sędziów – mówili zgodnie Kamila Gasiuk-Pihowicz i Borys Budka. Dla środowiska sędziowskiego nie ma większego znaczenia to, czy w drugiej turze głosowania nad kandydatami do KRS będzie decydować Senat, czy też posłowie głosujący w procedurze jeden głos – jeden kandydat. Zdaniem sędziów bowiem grzechem pierworodnym zarówno projektu przygotowanego przez resort sprawiedliwości, jak i tego, który powstał w kancelarii głowy państwa jest odebranie wyboru 15 członków KRS środowisku sędziowskiemu i przekazanie go politykom. – To będzie wybór czysto polityczny. I będzie jak z Trybunałem Konstytucyjnym, którego sędziowie są teraz postrzegani przez pryzmat tej partii, głosami której zostali wybrani. Będzie się później mówiło, że sędzia jest z PO czy też z PiS. I to nawet wówczas, gdy oni sami nie będą się czuli związani z tą opcją polityczną, która ich do rady wybrała – ostrzegał ostatnio w wywiadzie dla DGP przewodniczący KRS Dariusz Zawistowski.

Wśród prawników pojawiają się jednak i takie głosy, że ustawodawca zwykły ma swobodę w kształtowaniu zasad wyboru sędziów do rady, gdyż art. 187 konstytucji nie przesądza, że wyboru mają dokonywać sami sędziowie. – Obecna procedura nominacyjna, o charakterze wewnątrzśrodowiskowym, nie jest jedyną dopuszczalną konstytucyjnie. Można ustanowić inny tryb wyboru, w tym parlamentarny – uważa dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zmiany w ordynacji

Negocjacje między Pałacem Prezydenckim a PiS toczą się w atmosferze sprzecznych komunikatów wysyłanych do mediów i politycznego napięcia. Choć widać, że do porozumienia jest blisko, pojawiają się słowne utarczki między prezydentem i jego zapleczem a środowiskiem Zbigniewa Ziobry. Z kolei od prezesa PiS płyną sygnały do posłów tego ugrupowania i mediów, że dalsze działania partii, jak zmiany w ordynacji wyborczej czy ustawa dekoncentracyjna w mediach, zależą od tego, czy uda się uchwalić ustawy o KRS i SN. Takie stawianie sprawy może czynić z prezydenta hamulcowego sztandarowych zmian.

Widać, że PiS chce zmienić ordynację. Dziś najbardziej pewne wydają się zmiany techniczno-organizacyjne. W grę wchodzą więc kamery internetowe w lokalach wyborczych, dwie osobne komisje (jedna do wydawania kart, druga do zliczania głosów), przezroczyste urny czy specjalne nalepki na kartach wyborczych, potwierdzające ich autentyczność (taką zmianę przewiduje przygotowany już projekt ustawy o dokumentach publicznych). Do rozstrzygnięcia jest jeszcze forma samej karty.

Politykom PiS zależy jeszcze na zmianach systemowych. W szeregach partii najwięcej mówi się o „powrocie do ordynacji proporcjonalnej w gminach”. Rzecz w tym, że wciąż nie jest do końca jasne, co mają konkretnie na myśli.

Jeśli prezydent Andrzej Duda dalej będzie hamował reformę sądownictwa lub spowoduje, że nie będzie ona tak głęboka, jak chciałby PiS, konsekwencją mogą być jedynie kosmetyczne zmiany w ordynacji.

Spotkanie w pałacu

Prezydent z kolei konsekwentnie gra na umocnienie swojej pozycji na dwóch wygodnych dla siebie polach – zmian w konstytucji (przyszłoroczne referendum konsultacyjne) i relacji z samorządowcami widzącymi w głowie państwa ostatnią linię obrony przed reformami obecnego rządu, uznawanymi przez władze lokalne jako „antysamorządowe”.

Jak ustaliliśmy, dziś o godz. 16 do Pałacu Prezydenckiego zjadą się samorządowcy na spotkanie, w którym uczestniczyć będzie Andrzej Duda. Nasze źródła twierdzą również, że przed spotkaniem, o godz. 14.30, dojdzie do jeszcze jednego, zamkniętego spotkania prezydenta z szefami korporacji samorządowych. Nikt z zaproszonych nie wie, jakie tematy głowa państwa będzie chciała poruszyć, ale sformułowanie zawarte w zaproszeniach „Wspólnie o konstytucji, wspólnie o samorządzie” wyraźnie sugeruje, że może chodzić o referendum konsultacyjne. – Prezydent już kilka miesięcy temu postawił nam pytanie, czy trzeba coś w konstytucji zmieniać w zakresie samorządów. Pytał też, czy gdyby trzeba było coś zmienić, to czy powinno to być przedmiotem referendum konsultacyjnego i nadaje się do zawarcia w pytaniach referendalnych, czy raczej powinno zostać zmienione w inny sposób – mówi Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.