W wojsku jest powiedzenie, że każdy powinien znać swoje miejsce w szyku. Ktoś jest przełożonym, ktoś jego podwładnym - mówi w rozmowie z "Super Expressem" były wiceszef MON, Romuald Szeremietiew. Jak tłumaczy, w hierarchii struktur państwa prezydent stoi wyżej niż minister obrony. Dlatego też - jego zdaniem - Antoni Macierewicz kwestionując rolę prezydenta, narusza zależności służbowe, do czego nie powinno dochodzić.

Szeremietiew dodaje, że podwładny musi wykonać polecenie przełożonego. A jeżeli tego nie akceptuje, to albo zaciska zęby i rozkaz wykonuje, albo odmawia wykonania i podaje się do dymisji. Nie wierzy jednak, że szef MON to zrozumie i się podporządkuje głowie państwa. Tymczasem ten spór ma negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa - powoduje choćby opóźnienie reformy systemu dowodzenia. 

Były wiceszef MON skomentował też sprawę oficerów z BBN, którzy współpracowali z Wojskową Służbą Wewnętrzną. Jego zdaniem, służba w WSW to nie przestępstwo, ale ma negatywny moralnie wydźwięk. Twierdzi jednak, że takie rzeczy powinno się załatwiać po cichu. "Niestety w warunkach widocznego konfliktu na linii BBN- MON nagłaśnianie takich zdarzeń jest nieuchronne. Cóż, cierpi na tym autorytet państwa - podsumowuje.