Maciej Miłosz: Kilka miesięcy temu zrezygnował pan z wykładania na Akademii Sztuki Wojennej. Kurz wojenny już opadł. Dlaczego podjął pan taką decyzję?
Romuald Szeremietiew: Z powodów, które pojawiły się poza Akademią. W Akademii, nikt mi nie dokuczał ani nie przeszkadzał. Poza tym, że odsunięto mnie od prowadzenia wykładów dla uczestników tzw. kursu generalskiego.
Tego zaocznego?
Rzeczywiście, obecnie Podyplomowe Studia Polityki Obronnej mają zaoczny charakter. Miałem wykłady ze studentami cywilnymi więc było co robić. Jednak doszedłem do wniosku, że mając krytyczne opinie o polityce uprawianej przez ministra obrony nie powinienem jednocześnie pracować w uczelni jemu podległej. Tak więc z jednej strony nie wypadało krytykować przełożonego, a z drugiej strony sumienie nie pozwalało mi milczeć widząc, że coś w obronności jest nie w porządku.
Co jest nie w porządku?
Mamy nieodpowiednią strategię obronną kraju, która została przyjęta dla innego położenia geopolitycznego. Pojawiło się przecież realne zagrożenie ze Wschodu, którego początek mieliśmy na Kaukazie, a kontynuację na Ukrainie. Tymczasem u nas ciągle obowiązuje strategia, w której konflikt wojenny jest określony jako mało prawdopodobny.
Pan mówi o dokumencie przygotowywanym jeszcze za czasów prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jeszcze przed agresją Rosji na Ukrainę.
Tak, ale już po wojnie w Gruzji. Byłem przekonany, że po zmianie rządu w 2015 r. zostanie opracowana nowa strategia obrony. A konsekwencją tego byłyby wszelkie inne działania jeśli chodzi o modernizację armii. Poprzednie plany były nakierowane na armię ekspedycyjną, stąd np. zakupy różnego rodzaju sprzętu lekkiego i transportowego.
O zmianie zadań wojska, przesunięciu punktu ciężkości z misji poza granicami na obronę granic mówiła też poprzednia ekipa.
Wtedy pojawiły się propozycję pewnych zmian, m.in. program „Polskie kły”.
Z perspektywy czasu widać, że za tym programem nic nie stało.
Ale ładnie wyglądał. Zapowiadano, że będziemy mieć jakieś środki ofensywne, którymi postraszymy kolosa na Wschodzie. I on bojąc się naszych środków ofensywnych nic nam nie zrobi. Teraz zdaje się, że minister Macierewicz ogłosił ambitniejsze plany, ponieważ chce budować