Antoni Macierewicz pojawił się w Polskim Radiu. Mówił tam m.in, że o ile z punktu widzenia bezpośredniej zdolności wojsk do walki, obecność rotacyjna wojsk USA jest skuteczniejsza, to z punktu widzenia politycznego stała baza USA jest znacznie cenniejsza. Stwierdził też, że pomysł ten wspiera część państw NATO, jednak protestują Niemcy. Berlin uważa bowiem, że taka instalacja - zdaniem Macierewicza - kwestionowałaby ich strategię polegającą na zbliżeniu z Rosją i poprawnymi stosunkami z USA.

Niemcy chcą więc - jak mówi Macierewicz - żebyśmy zgodzili się na Nord Stream 2 oraz na to, że Polacy w Niemczech nie uzyskają statusu mniejszości i zrezygnowali z wsparcia dla Ukrainy. Jak mówi, to wysadza naszą geopolitykę i kwestionuje nasz status.

Dlatego też, choć przyznaje, że UE ma swoje dobre strony i Polska powinna z nich korzystać, to trzeba jednak zdawać sobie sprawę z ograniczeń z tym związanych. Tylko bowiem pokazując Unii alternatywę, da się - jak mówi - uzyskać jak najwięcej. Tą alternatywą miałby być związek państw Europy Środkowo-Wschodniej w sojuszu z USA. Nie jesteśmy skazani na Brukselę, nie możemy być traktowani, jak ubodzy krewni - podsumował.

Te słowa wywołały lawinę krytyki ze strony opozycji. Zdaniem posła Michała Stasińskiego z PO, takie wypowiedzi to jawny sabotaż i prezent dla Putina. Z kolei generał Stanisław Koziej napisał na Twitterze, że wypowiedzi wiceprezesa PiS to zbrodnia stanu. Grzegorz Schetyna powiedział zaś na antenie TOK FM, że jeśli Antoni Macierewicz będzie ustalał strategie polskiej polityki zagranicznej, to jesteśmy w przededniu katastrofy.  Zapytany przez Jacka Żakowskiego, czy "Macierewicz działa pod wpływem rosyjskiej agentury" odparł, że "Jego decyzje i polityczna droga absolutnie potwierdzają te oskarżenia". Wezwał więc służby, by prześwietliły przeszłość byłego szefa MON.