"Dlaczego nie mówią, że chciano mnie porwać? Kto chciał to zrobić? Dlaczego nie mówią, że żona Gwiazdy chciała mnie wyciągnąć ze stoczni, żeby mnie porwano, a na moje miejsce wstawić Gwiazdę?" - dopytywał były prezydent w TVN24.

Wałęsa twierdził też, że miał zostać otruty. "Lekarz dał mi wtedy śmietanę, różne rzeczy, żebym mógł wyjść z tego. Nigdy o tym nie mówiłem" - oznajmił Lech Wałęsa.

W książce, która ma ukazać się za tydzień, historycy Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk przedstawiają między innymi kwestionariusz ewidencyjny internowanego Lecha Wałęsy. Napisano w nim, że były prezydent był: "29.12.1970 pozyskany do współpracy z SB. W okresie 1970-1972 przekazał szereg informacji dotyczących negatywnej działalności pracowników stoczni".

W swej publikacji Cenckiewicz i Gontarczyk sugerują też, że Wałęsa, gdy był już prezydentem, zbierał obciążające go dokumenty i albo je zachowywał dla siebie, albo po prostu niszczył. "To są kłamstwa, nie mam żadnych dokumentów" - denerwował się w TVN24 Wałęsa, cytowany przez onet.pl.

"Za każdym razem przynoszono mi nowe dokumenty. Było widać, że są to kopie dokumentów" - tłumaczył. "Kazałem wtedy to zalakować i zapieczętować. Wszystko co miałem, to były ksera. Przynoszono mi te dokumenty dwa, trzy razy. Były to jakieś wycinki, trochę życiorysów" - wyliczał.

"Nie kwitowałem pojedynczych dokumentów. Wszystkie dokumenty moje sekretarki włożyły do kopert, kartonów i zalakowały z napisem <nie dotykać>. Nie spodziewałem się, że czerwoni dojdą do władzy i będą tym manipulować. Coś tu nie gra, nie wiem, kto kłamie. Na pewno nie ja" - zapewnił Wałęsa.