"Lech Wałęsa odegrał w latach 80. rolę bardzo wybitną i tego się w żadnym razie nie da zaprzeczyć, tylko to nie jest jedyny przypadek w historii i świata, i Polski, osoby, której życiorys jest wysoce skomplikowany, to znaczy, że są w nim części bardzo złe i bardzo dobre" - mówił w "Sygnałach Dniach" były premier. "Zawsze wtedy jest pytanie o finał, a tym finałem była prezydentura, a także i późniejsza działalność - i tutaj niestety muszę powiedzieć, że ten finał był bardzo zły" - stwierdził Kaczyński.

O Wałęsie ma już wyrobione zdanie i nie szuka potwierdzeń agenturalnej przeszłości byłego prezydenta w książce IPN. "Mnie ta książka z tego punktu widzenia nie jest potrzebna, natomiast dobrze, że prawda zaczyna wdzierać się do polskiego życia publicznego. Wdzierać się, bo jest zaciekły opór i można powiedzieć, że ta tama jest podtrzymywana, łatana i to już na zasadzie, że nic się nie liczy, żadne zasady, w tym także logiki. Ale jednak się wdziera i to jest bardzo optymistyczne" - podkreślił szef PiS.

Zdaniem Kaczyńskiego, burzliwa dyskusja na temat wydawnictwa IPN to sprawka establishmentu. "Chodzi o jego obronę, obronę sytuacji społecznej w tych wyższych częściach hierarchii społecznej, sytuację ukształtowaną w ciągu ostatnich kilkunastu lat, sytuację, której jedną z podstaw jest kłamstwo, można powiedzieć kłamstwo radykalne". "Kłamstwo, które zupełnie odrzuca rzeczywistość i tę sprzed 1989 roku w jej prawdziwym kształcie, i tę rzeczywistość po roku 1989" - mówił były premier.