Z Gdańska wyjechali współpracownicy premiera Rosji. Przez dwa dni ustalali szczegóły pierwszej od blisko 8 lat dwustronnej wizyty rosyjskiego przywódcy. Putin przyleci do Gdańska wieczorem 31 sierpnia. Następnego dnia tuż przed godz. 10 obaj przywódcy spotkają się w cztery oczy. "Sprawa Katynia zostanie podjęta" - mówią nam źródła w MSZ.

Co Tusk chciałby usłyszeć od Putina? Zdaniem naszych rozmówców deklaracje, kiedy wywiąże się z obietnicy o rehabilitacji polskich oficerów zamordowanych w Katyniu. Putin złożył ją w czasie ostatniej wizyty w Polsce jeszcze w maju 2002 roku. W maju polsko-rosyjska grupa ds. trudnych zaproponowała utworzenie przez władze obu krajów muzeów poświęconych mordowi. Teraz, być może, Władimir Putin ustosunkuje się do tej propozycji. Donald Tusk ma także nadzieję, że Rosjanie wreszcie odtajnią archiwalia sprzed 70. lat i przekażą ich kopie Polsce. Prezydent Kwaśniewski taką obietnicę uzyskał w czasie wizyty w Moskwie we wrześniu 2004 roku.

>>>Putin zmieni front wobec Polski

Kilka godzin później Putin wygłosi przemówienie na Westerplatte. Co powie?

"Mamy wstępne sygnały, że może nieco zmienić dotychczasową, oficjalną ocenę udziału ZSRR w wybuchu wojny" - mówi nam polski dyplomata. W jaki sposób? Putin być może uzna, że zawierając na kilka dni przed atakiem Rzeszy na Polskę tajny układ z Hitlerem, Stalin popełnił błąd. Wystawił bowiem w ten sposób ZSRR na śmiertelne zagrożenie ze strony nazistowskich Niemiec, które uderzyły na Moskwę niecałe dwa lata później.

Współpracownicy Putina ustalili także, że w drodze do pomnika na Westerplatte, gdzie delegacje złożą wieńce, przywódcy jedynie miną wystawę przygotowaną przez powstające Muzeum Drugiej Wojny. Jak pisał niedawno DZIENNIK ekspozycja prezentuje m.in. zdjęcia ukazujące współodpowiedzialność Związku Sowieckiego za rozpętanie konfliktu.


Komentarz Jędrzeja Bieleckiego, dziennikarza DZIENNIK:

To będzie jedna z trudniejszych rozmów w karierze Donalda Tuska. W ciągu godzinnego spotkania w cztery oczy z Władimirem Putinem 1 września, premier musi osiągnąć dwa, zdawałoby się niemożliwe do pogodzenia cele. Z jednej strony uzyskać konkretne dowody poprawy stosunków gospodarczych i politycznych ze wschodnim sąsiadem. Z drugiej choć trochę zasypać przepaść w ocenie przez oba kraje trudnej wspólnej historii.

W dniu 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej byłoby niezrozumiałe, gdyby obaj przywódcy nie wspomnieli o pakcie Ribbentrop - Mołotow, zajęciu naszego kraju przez Armię Czerwoną 17 września i mordzie w Katyniu. Dla żyjących żon polskich oficerów to zapewne ostatnia szanse na uzyskanie choćby moralnej satysfakcji.

Ale z oczekiwaniami wobec Putina nie ma co przesadzać. Ani on, ani jego następcy jeszcze długo nie wykonają gestu, na jaki przed 30 laty zdobył się kanclerz Niemiec Willy Brandt, klękając przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Nie pozwala na to ani charakter rosyjskich rządów, ani stan świadomości jego społeczeństwa.

Za stawianie na ostrzu noża nierealnych żądań wobec Putina możemy natomiast zapłacić słono. Bo podobnie jak znacznie potężniejsze od nas kraje Zachodu, Polska potrzebuje przynajmniej poprawnych stosunków z Rosją. Od tego zależą szanse rozwoju wielu naszych przedsiębiorstw, możliwości wpływania na politykę wschodnią Unii Europejskiej, pewne zaopatrzenie w gaz czy nawet poprawa stosunków z Białorusią.

Strategia przyjęta przez grupę ds. trudnych Adama Rotfelda i Anatolija Torkunowa wydaje się w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem. Zamiast spektakularnych gestów proponuje ona serię mniejszych kroków: wspólne monografie najtrudniejszych wydarzeń polsko-rosyjskiej historii, udostępnienie sowieckich dokumentów obrazujących wywóz Polaków na Syberię w latach 1939 - 1941 czy nawet powołanie wspólnego muzeum Katynia. W realiach rosyjskich to i tak byłby przełom. Ale taki, który jest do zaakceptowania przez Kreml, bo nie narusza wielkomocarstwowego wizerunku Rosji, na jakim oparł swoją władzę Władimir Putin.