"Aktualne informacje mówią o co najmniej 80 zabitych (na obozie)" - powiedział komendant policji Oystein Maeland. "Nie możemy zagwarantować, że ta liczba się nie zwiększy" - wskazał, dodając, że wiele osób jest ciężko rannych. Rano nadeszła informacja, że tragiczny bilans strzelaniny wzrósł do 84 zabitych.

Maeland oświadczył, że skala ataku była "katastrofalna".

Wcześniej policja informowała, że na obozie młodych socjaldemokratów na wyspie Utoya, ok. 30 km od Oslo, śmierć poniosło ok. 10 osób; służby zastrzegały, że tragiczny bilans może wzrosnąć. W obozie uczestniczyło kilkaset osób.

Świadkowie relacjonowali, że napastnik w policyjnym mundurze strzelał na oślep do młodych ludzi, którzy usiłowali chronić się, skacząc do wody.

Na wyspie znaleziono także materiały wybuchowe, które nie zostały zdetonowane.

Z kolei atak bombowy w pobliżu budynków rządowych w stolicy spowodował - według dotychczasowych danych - śmierć siedmiu osób. Policja zaapelowała do mieszkańców, by opuścili centrum Oslo. Na ulicach rozlokowani zostali żołnierze.


Premiera Jensa Stoltenberga nie było w chwili zamachu w biurze.

Policja zatrzymała mężczyznę, który jest podejrzewany o przeprowadzenie obu piątkowych ataków. Jak poinformowano, to 32-letni obywatel Norwegii.

Według telewizji TV2 zatrzymany mężczyzna ma związki ze skrajną prawicą. Na jego nazwisko zarejestrowane były dwie sztuki broni, w tym karabin maszynowy. Stacja NRK przedstawiła zatrzymanego jako Andersa Behringa Breivika, ale policja odmówiła potwierdzenia jego tożsamości.

To najkrwawsze ataki w Europie Zachodniej od zamachu bombowego w Madrycie, w których zginęło ok. 190 osób - zwraca uwagę agencja Reutera.