Wart 1,2 miliarda euro kontrakt zostanie zrealizowany, nawet w przypadku wzrostu napięcia na wschodzie kontynentu. Pierwsza z dwóch jednostek ma zostać przekazana odbiorcy w październiku, a drugi - w 2015 roku.

Tymczasem w ubiegłym tygodniu Victoria Nuland, która w amerykańskim Departamencie Stanu jest podsekretarzem ds. Europy, otwarcie ostrzegła Francję przed sprzedawaniem Rosji okrętów desantowych klasy Mistral. - Regularnie i nieprzerwanie wyrażaliśmy nasze zaniepokojenie tą transakcją - mówiła Nuland w swym wystąpieniu przed Komisją spraw zagranicznych Izby Reprezentantów. 

To stanowisko jednak podziałało na Francję jak płachta na byka. Swoje niezadowolenie okazał prezydent François Hollande. W czasie sobotniej konferencji prasowej przypomniał, że kontrakt z Rosją został podpisany jeszcze w 2011 roku, został wykonany, a jego kulminacją będzie zbliżający się październik. 

Jeszcze bardziej kategoryczny był w niedzielę, podczas wizyty w Baku. - Kontrakt został podpisany, będzie wykonany, Rosjanie zapłacili, anulowanie niosłoby ze sobą konsekwencje finansowe - wyjaśniał. I dodał, że ewentualna kara wynikająca z niedostarczenia okrętów byłaby sankcją dla Francji.

"Le Monde" powołuje się również na słowa rozmówcy z administracji prezydenckiej, który stwierdził, że Francja zrobiła swoją część pracy, wprowadzając pierwszą transzę sankcji przeciwko politykom rosyjskim i ukraińskim, zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej. Co więcej, dodał, że kwestia okrętów nie jest brana pod uwagę przy przygotowywaniu trzeciego etapu sankcji.

I choć podkreślił, że w razie prowokacji i próby zerwania wyborów prezydenckich na Ukrainie 25 maja trzeba będzie pomyśleć o nowych sankcjach dla Rosji, to on idzie o zakład, że głosowanie się odbędzie.