302 zabitych górników - to będzie prawdopodobnie ostateczny bilans wtorkowej katastrofy w kopalni w Somie na zachodzie Turcji. Taką liczbę podał turecki minister energetyki. Potwierdza ją dyrekcja kopalni, informując o 284 wydobytych ciałach i 18 wciąż poszukiwanych górnikach. Szanse na to, że przeżyli, są praktycznie równe zeru. 122 rannych przebywa w szpitalach. Dyrekcja zaprzecza przy okazji, by przyczyną katastrofy był pożar transformatora.

W całej Turcji rośnie wściekłość wobec władz, które oskarża się o zaniedbania i przymykanie oka na nieprawidłowości w systemie zabezpieczeń kopalni. Przed siedzibą kopalni w Somie setki osób wciąż czekają na wieści o zasypanych górnikach. W mieście odbyły się już pierwsze pogrzeby tych, którzy zginęli w katastrofie.
Tureckie związki zawodowe przeprowadziły jednodniowy strajk, a w kilkunastu miastach w kraju doszło do starć policji z demonstrantami. W Izmirze policja użyła armatek i gazów łzawiących.

Kopalnia w Somie została sprywatyzowana 9 lat temu. Krytycy oskarżają rząd, że nie odpowiedział na wcześniejsze apele o sprawdzenie warunków, panujących w kopalni. Władze spółki argumentują tymczasem, że zaledwie w marcu inspektorzy sprawdzili kopalnię i nie dopatrzyli się uchybień.

>>>ZOBACZ TAKŻE: Doradca tureckiego premiera skopał demonstranta

>>>ZOBACZ TAKŻE: Ekspert oskarża tureckich ratowników: Podsycali ogień