Linie lotnicze Scandinavian Airlines tego nie potwierdzają. Ale szwedzki minister obrony Peter Hultqvist potwierdził szwedzkiemu radiu publicznemu, że rosyjski samolot wojskowy leciał w piątek na południe od Malmoe z wyłączonym transponderem, co czyniło go niewidzialnym dla obsługi lotów.

To bardzo groźne i nie powinno się wydarzyć - dodał. Rosja zaprzecza, jakoby jej samolot wojskowy był bliski zderzenia z samolotem pasażerskim, ale potwierdza jego obecność w rejonie Kopenhagi.

Dziennik Dagens Nyheter pisze, że z jego ustaleń wynika, że może chodzić o lot numer SK1755 na drodze do Poznania. 

CZYTAJ TAKŻE: F-16 z Malborka przechwyciły nad Bałtykiem rosyjskie Su-34>>>

Rosyjski samolot leciał z wyłączonym transponderem i obserwowały go duńskie i szwedzkie radary wojskowe. Rosyjska maszyna krążyła przy granicach obu tych państw i dzięki swej aparaturze obserwowała ich terytoria. Dania i Szwecja wysłały w rejon działania Rosjan, samoloty myśliwskie zawiadamiając w ten sposób że zostali oni zauważeni. Wtedy samolot rosyjski odleciał na wschód. Po pewnym czasie jednak korzystając z silnego zachmurzenia powrócili na dawne miejsce.

W tym samym czasie wystartował z lotniska kopenhaskiego samolot SAS lecący do Poznania. Jego lot obserwowała cywilna kontrola ruchu powietrznego, odnotowała też kontrola wojskowa. Jej operatorzy widząc ruch obu maszyn stwierdzili że mogą się one zderzyć bowiem widzialność w tym rejonie była bardzo ograniczone. Zaalarmowana służba cywilna, poleciła samolotowi pasażerskiemu natychmiast skręcić schodząc z trasy lotu maszyny rosyjskiej. Nastąpiło to jak twierdzą duńskie i szwedzkie źródła - w ostatnich minutach.

Rzecznik ministerstwa obrony Rosji Igor Konaszenkow zapewnił, że nie było możliwości, by doszło do zderzenia. Tłumaczył, że odległość między rosyjskim samolotem wojskowym a ścieżką lotu samolotu pasażerskiego była bezpieczna i wynosiła ponad 70 kilometrów. Konaszenkow potwierdził też, że rosyjska maszyna leciała bez włączonego transpondera.

Zauważył, że samoloty NATO, zbliżające się do granic Rosji, również latają bez włączonych transponderów. - To oczywiście nie oznacza, że ich nie widzimy - zakończył.
Poprzedni podobny incydent grożący zderzeniem samolotów szwedzkiego pasażerskiego i rosyjskiego wojskowego rozegrał się nad Bałtykiem 3 marca b.r.