Jak podaje agencja ANSA, na którą powołuje się wyborcza.pl, Józefowi Wesołowskiemu gwałtownie spadło ciśnieni. Miało to być spowodowane upałem, stresem i wiekiem.

Proces jednak ruszył mimo nieobecności oskarżonego. Odczytano pięciopunktowy akt oskarżenia, z którego wynika, że byłemu arcybiskupowi zarzuca się zasadniczo dwa przestępstwa: pedofilię, której dopuścił się na placówce dyplomatycznej, oraz gromadzenie materiałów z zakresu pornografii dziecięcej. Prokurator nie wie, od jak dawna Wesołowski gromadził te materiały, ale ujawnia, że czynił to do momentu aresztowania w Watykanie we wrześniu ubiegłego roku. Każdy punkt aktu oskarżenia opatrzony jest adnotacją, gdzie i w jakim czasie zostało popełnione wymienione przestępstwo.

Były arcybiskup będzie sądzony na podstawie dwóch kodeksów karnych - sprzed reformy wprowadzonej przez papieża Franciszka i po nowelizacji dokonanej przez niego w lipcu 2013 roku, polegającej na wprowadzeniu paragrafów dotyczących pedofilii i pornografii dziecięcej.

Po trwającej 6 minut rozprawie sąd zdecydował się odroczyć proces. Wśród wpuszczonych na salę rozpraw dziennikarzy oraz licznych wysłanników światowych mediów, którzy zjechali na ten proces do Rzymu, panuje rozczarowanie takim obrotem sprawy. Niektórzy powątpiewają we wznowienie procesu.

Na wiadomość, że jego adwokat gotów był odeprzeć wiele zarzutów stawianych Wesołowskiemu, pojawiła się opinia, że w tej sprawie surowsze od karnego okazać się może prawo kościelne, które dysponując tym samym materiałem dowodowym, już rok temu wymierzyło mu najwyższą karę, jaką jest wykluczenie ze stanu duchownego.

Józef Wesołowski, który w połowie lipca skończy 67 lat, dwa lata temu usunięty został z urzędu nuncjusza i wezwany do Watykanu przez papieża Franciszka, któremu - jak podkreślano - zależało od początku na przykładnym ukaraniu arcybiskupa. Nadużyć seksualnych wobec nieletnich mieszkańców Dominikany miał się on dopuścić w czasie swojej misji, od stycznia 2008 do sierpnia 2013 roku.