Przed południem czasu lokalnego w College'u Umpqua w miejscowości Roseburg pojawił się 26-letni mężczyzna. Miał ze sobą trzy pistolety i strzelbę. W jednej z sal wykładowych otworzył ogień.

Świadkowie mówią, że strzały mieszały się z krzykiem ofiar i spanikowanych studentów. Po kilku minutach miejscu zjawia się policja. - Policjanci zlokalizowali napastnika w jednym z budynków, doszło do wymiany ognia, sprawca został zneutralizowany - mówił na konferencji prasowej szeryf John Hanlin.

W Waszyngtonie prezydent Barack Obama nie krył wzburzenia. W telewizyjnym wystąpieniu przekazał kondolencje rodzinom ofiar i apelował do Kongresu by wreszcie wprowadził rozsądne regulacje rynku broni.

Mam nadzieję i modlę się o to bym nie musiał kolejny raz przekazywać kondolencji w takich okolicznościach. Jednak na podstawie doświadczenia nie mogę tego zagwarantować - mówił Obama nie kryjąc rozgoryczenia, że proponowane przez niego regulacje rynku broni zostały odrzucone przez Kongres.

Szeryf John Hanlin z Roseburga, gdzie wczoraj zginęło 10 osób, był jednym z tych, którzy publicznie sprzeciwiali się jakimkolwiek ograniczeniom dostępu do broni w USA.