Projekcja odbyła się w piątek wieczorem w znanym berlińskim kinie Babylon. Ze względu na duże zainteresowanie, część widzów siedziała na dostawionych krzesłach, a dla niektórych chętnych zabrakło biletów.

Publiczność bardzo żywo reagowała na wydarzenia pokazywane na ekranie, wyrażając zarówno dezaprobatę, jak i akceptację dla poszczególnych ujęć.

Wcześniejsze próby pokazania filmu niemieckiej publiczności, podejmowane przez ambasadę RP w Berlinie zakończyły się niepowodzeniem. Dwa wybrane przez stronę polską kina odmówiły udostępnienia sali zasłaniając się względami bezpieczeństwa. Ambasada zapowiadała, że pokaże film przed zakończeniem roku 2016, jednak nie zrealizowała tego planu.

Prowadzący zorganizowaną po pokazie dyskusję Adam Gusowski z Klubu Polskich Nieudaczników zaznaczył, że katastrofa polskiego samolotu pod Smoleńskiem była "tragedią zasługującą na współczucie, a równocześnie głęboko dzielącą polskie społeczeństwo".

Mieszkający w Berlinie polski historyk sztuki Piotr Olszówka skrytykował wcześniejsze odmowy pokazania filmu przez niektóre kina jako cenzurę. - Cieszę się, że film został pokazany w godny sposób  - powiedział Olszówka. Sam film uznał za dzieło propagandowe, nie dorównujące najlepszym filmom tego gatunku.

Niemiecki dziennikarz Philipp Fritz powiedział, że "Smoleńsk" jest "nieudanym filmem propagandowym". - Dobry film propagandowy powinien przekonać widza. Mnie nie przekonał  - tłumaczył dziennikarz piszący o Polsce dla berlińskiej gazety "Berliner Zeitung". Jego zdaniem film jest przykładem "polsko-polskiej wojenki".

Film "Smoleńsk" osnuty jest wokół wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. - katastrofy prezydenckiego samolotu, który leciał do Smoleńska. Na pokładzie TU-154 była polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, zmierzająca do Katynia. Wszyscy pasażerowie oraz członkowie załogi zginęli.