Szedłem tym pasażem z małżonką i wnukiem (...), nagle słychać było potworny huk i było widać, że pierwsze uderzenie było w dziecko w wózku, którym jechała matka (który prowadziła matka - PAP)" - tak Kogut opisywał zamach w Hiszpanii na antenie TV Republika.

W rozmowie z PAP senator Kogut poinformował, że od kilku dni przebywał w Hiszpanii na wakacjach. Podczas czwartkowego zamachu znajdował się kilka metrów od miejsca zdarzenia.

W momencie tego zamachu byłem może pięć metrów od tego zdarzenia. Wszedłem akurat do sklepu z pamiątkami ok. 16.50. Kilka minut później usłyszałem, że coś się wydarzyło. Policja wydała zakaz opuszczania tego pomieszczenia. Wszystkie witryny sklepowe zostały zamknięte, słychać było tylko sygnały karetek, policji oraz warkot silników helikoptera – powiedział Kogut.

Senator opisał sytuację wewnątrz sklepu, w którym się schronił. W sklepie było dużo ludzi wielu narodowości i w różnym wieku. Wraz ze mną w sklepie były także dzieci z Francji w wieku 10–12 lat, nastolatkowie z Niemiec oraz hinduskie małżeństwa. Każdy z nas był przestraszony, ale nie było żadnej paniki. Właściciele sklepu byli bardzo pomocni i dobrze się nami zaopiekowali - relacjonował.

W atmosferze niepewności czekaliśmy wszyscy do 23.00. Później pozwolono nam wyjść i ogromny kordon policji odprowadził nas na Plac Kataloński, gdzie sprawdzano nam paszporty, wolontariusze rozdawali wodę i zajęto się nami. Konsul Generalny RP Marek Ciesielczuk bardzo interesował się wszystkimi Polakami, którzy byli na placu – dodał senator Kogut.

Jak podkreślił, na ulicach Barcelony wszędzie widać policję.

Senator poinformował, że w piątek wraca do Warszawy. W drodze na lotnisko wszędzie były kontrole policyjne. Na lotnisku jest wzmożona kontrola i dodatkowe patrole policji. Ta noc była krótka i ciężka, ale cieszymy się, że żyjemy – powiedział.