Po tym, gdy w Barcelonie standardowa furgonetka została zmieniona w śmiercionośną broń, dziennik "New York Times" wskazuje, że będące w powszechnym użytku samochody stają się narzędziami terroru. "NYT" pisze, że do tej pory ludzie chodząc po chodniku uważali się za bezpiecznych, wierząc, że można polegać na kierowcach, którzy stosują się do reguł ruchu drogowego. Ludzie zakładali też, że wypadki są rzeczą przypadkową, której wszyscy starają się unikać.

Obecnie liczba ofiar terroryzmu stale rośnie, mimo że w atakach terrorystycznych z udziałem samochodów ginie mniej osób niż w wypadkach samochodowych. W ostatnich miesiącach pojazdu użyto do zamachu w Londynie oraz Berlinie, gdzie także były ofiary śmiertelne. "NYT" ocenia, że celem ataków terrorystycznych jest przyciągnięcie uwagi ogółu oraz inspirowanie innych aktów terroru, i przypomina, że strach ma realny wpływ na społeczeństwo i politykę.

Dziennik prognozuje, że wzrost liczby ofiar terroryzmu przy użyciu pojazdów spowoduje zmiany w krajobrazie miast, gdyż będą one wymagały więcej wewnętrznych barier, które mogłyby zapobiec podobnym atakom. Według "NYT" z czasem ludzie będą coraz bardziej zwracać uwagę na przedmioty, których używają na co dzień i które mogą potencjalnie stanowić zagrożenie.

"Wall Street Journal" przypomina, że w poprzednim zamachu w Hiszpanii, w 2004 roku w madryckim metrze, zginęło 191 osób i że wówczas Al-Kaida starała się ukarać Hiszpanię za dołączenie do amerykańskiej koalicji w wojnie w Iraku.

"WSJ" wskazuje, że jedyne, czego Państwo Islamskie (IS), które wzięło odpowiedzialność za czwartkowe zamachy, potrzebuje, by radykalizować poglądy potencjalnych rekrutów, to połączenie z internetem. Według dziennika Europa za późno zaczęła analizować dane wywiadowcze; nie zaostrzyła też mechanizmów kontroli granic ani nie podjęła innych działań antyterrorystycznych. "WSJ" ocenia, iż zagrożenie wynikające z terroryzmu jest problemem całego kontynentu, a rządy w Europie powinny lepiej skoordynować wysiłki, by chronić swoje społeczeństwo przed atakami w miejscach publicznych.

Tabloid "New York Post" komentuje, że ten, kto myślał, że regularne ataki terrorystyczne to przeszłość, powinien się jeszcze raz zastanowić. Dodaje jednak, że nie należy przyzwyczajać się do tzw. nowej rzeczywistości ani jej normalizować. Wskazuje, że władze w walce z terroryzmem muszą sprawdzać się za każdym razem, podczas gdy terrorystom plan musi udać się tylko raz i ostatnio wygląda, jakby ciągle "mieli szczęście".

"The Washington Post" skupił się na reakcji prezydenta USA Donalda Trumpa na zamachy w Barcelonie oraz na terminologii, jakiej użył, by opisać zdarzenie. Wskazuje, że Trump potępił wydarzenia w Hiszpanii i na Twitterze nazywał je atakami terrorystycznymi, czego nie zrobił po sobotnich zdarzeniach w Charlottesville, gdzie po zakończeniu wiecu zginęła jedna osoba.

W czwartek w Barcelonie furgonetka stratowała ponad 100 osób na promenadzie Las Ramblas, powodując co najmniej 13 ofiar śmiertelnych. Do ataku przyznało się dżihadystyczne IS. W dokonanym w piątek nad ranem drugim zamachu, w mieście Cambrils około 100 km na południowy zachód od Barcelony, samochód osobowy wjechał w grupę ludzi, raniąc siedem osób, z których jedna później zmarła. Policja zabiła tam pięciu napastników.