Socjolog, dyplomata, dr Ryszard Żółtaniecki z Collegium Civitas skomentował dla PAP rosyjsko - białoruskie manewry Zapad'17, które mają odbyć się na Białorusi w dniach 14-20 września. Według oficjalnych informacji w ćwiczeniach weźmie udział 12,7 tys. wojskowych, w tym 3 tys. z Rosji; zaangażowanych zostanie 700 jednostek sprzętu wojskowego.

W ramach przygotowań do manewrów Zapad od 21 sierpnia odbywają się w trzech białoruskich obwodach wspólne ćwiczenia ze strukturami dowodzenia, jednostkami i oddziałami zabezpieczenia tyłów i zabezpieczenia materiałowo-technicznego sił zbrojnych Białorusi i Rosji. Białoruskie MON podało, że w ćwiczeniach, które potrwają do 25 sierpnia, bierze udział 2,5 tys. żołnierzy z Białorusi i Rosji oraz 500 jednostek.

Czy rosyjskie manewry Zapad'17 mogą być zagrożeniem dla Europy Środkowo-Wschodniej i państw bałtyckich?

dr Ryszard Żółtaniecki: Ta sytuacja jest bardzo skomplikowana. Zmodyfikował się układ geopolityczny przez to, że w Polsce znalazły się oddziały amerykańskie i oddziały natowskie. To jest ogromna obsesja Rosjan: bliskość przeciwnika, bliskość w stosunku do granic Rosji. W ogóle Rosjanie myślą kategoriami geopolitycznymi, a także geostrategicznymi. Dla nich bliskość jest odbierana jako bezpośrednie zagrożenie, nie w sensie groźby ataku, ale w sensie osłabienia hegemonicznej pozycji Rosji w regionie. To już jest dzwonek alarmowy, który dla nich dźwięczy. Trzeba też pamiętać o dwóch nieuregulowanych rosyjskich sprawach, czyli o konflikcie z Gruzją i konflikcie z Ukrainą. Obecność NATO blisko granic rosyjskich sprawia, że te konflikty nabierają szczególnego znaczenia. To nie jest już wygrana bezwzględna Rosji. Sytuacja ulega pewnemu zawieszeniu.

Czemu mają służyć takie spektakularnie duże manewry?

Każde manewry są zagrożeniem, dlatego że jest to jednak symulacja wojny. To nie jest tylko demonstracja siły, to jest symulacja wojny. Z kim? Wojny z nami oczywiście. Doktryna wojskowa rosyjska jest bardzo wyraźna. Jesteśmy elementem struktur militarnych NATO i jesteśmy traktowani jako naturalny wróg. Jednocześnie tu jest jeszcze jeden element, o którym trzeba wspomnieć. Rosja historycznie, jak to powiedział Suworow, jest tam, gdzie stanęła stopa rosyjskiego żołnierza. Rosja nigdy nie wyrzekła się swojej hegemonicznej roli w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla niej fakt istnienia suwerennych, natowskich państw, czyli trzech państw bałtyckich i przede wszystkim Polski, jest jakby plamą na tym wielkoruskim honorze. Jest faktem, który przypomina im o ich przegranej. Nie bez powodu Putin mówił, że największą tragedią XX w. był upadek Związku Sowieckiego. Odnosił to nie do Związku Sowieckiego, nie do ustroju, a do hegemonicznej pozycji w tym regionie. Same manewry przy tej ilości sprzętu, ludzi, technologii zaangażowanej są zawsze czymś ryzykownym. Może dojść do czegoś niekontrolowanego. Może dojść do jakiejś prowokacji, która jeszcze bardziej zaogni sytuację w naszym regionie czy w ogóle sytuację między Rosją a Zachodem.

Jakie znaczenie ma fakt, że manewry toczą się na Białorusi, w bezpośredniej bliskości granic Polski?

Nie sądzę, żeby było jakieś bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa, ono jest bardziej perspektywiczne. I to jest pytanie o to, jaki będzie efekt tych manewrów. Czy cały sprzęt i żołnierze zostaną wycofani po zakończeniu manewrów z rejonów, gdzie się one odbywają, czy gdzieś zostaną. I to by był już bardzo niepokojący sygnał, bo byłoby to coś w rodzaju wstępu do anszlusu Białorusi, mimo że prezydent Łukaszenko prowadzi taką podwójną grę. Z jednej strony, podkreśla swoją suwerenność. To bardzo ambitny i bardzo skuteczny polityk. Prowadzi coś w rodzaju flirtu z Zachodem, a jednocześnie jest bliskim sojusznikiem Putina i Federacji Rosyjskiej. Już istnieje ten związek Białorusi i Rosji – on jest taki troszkę fikcyjny, jest bardziej symboliczny – Białoruś zachowała jednak sporo elementów swojej suwerenności w polityce. Nie wiemy, jak te rozmowy, które nie są relacjonowane za pomocą konferencji prasowych czy komunikatów oficjalnych, ani jak ta rzeczywista relacja między Rosją i Białorusią wygląda i czy przypadkiem nie będziemy mieli wielkiego sojuszu wspólnej armii białorusko-rosyjskiej w najbliższym czasie. I wtedy byśmy mieli u naszych wschodnich granic rzeczywiste zagrożenie. Obawiam się takiego scenariusza.

Co w kontekście tych manewrów wnosi wizyta sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga w Polsce?

To nie jest przypadek. Dla kogoś, kto nie śledzi na bieżąco tych relacji, ta wizyta jest nawet trochę zaskakująca. Niedawno rozmawiali, niedawno był szczyt, niedawno były kontakty w kwaterze głównej. One są cały czas zresztą. I nagle odbywa się wizyta Stoltenberga w Warszawie. Ona jest związana bezpośrednio z tymi manewrami. Mogą się one przyczynić do zmiany postawy, przynajmniej niektórych państw natowskich i samego NATO. One sobie wreszcie uświadomią, że zagrożenie rzeczywiście istnieje i że ta wschodnia flanka NATO przestanie być tylko takim bytem trochę dla uspokojenia, trochę dla zaspokojenia obaw Polaków czy innych państw, przede wszystkim państw bałtyckich, a stanie się rzeczywistą obecnością.

Czy grozi nam sytuacja, że rosyjskie wojska zostaną na Białorusi? Jak w takiej sytuacji powinna zachować się Polska?

Polska powinna prowadzić konsekwentnie długofalową politykę wzmacniania swoich struktur obronnych, modernizacji armii, coraz większej profesjonalizacji tej armii. Powinna uruchomić te wszystkie społeczne mechanizmy, które spowodują, że nasze bezpieczeństwo będzie bardziej pewne. Nie chcę już teraz mówić o obronie terytorialnej, bo to już jest, ale mamy przecież od lat coś, co nazwałbym społeczną gwardią, czyli system ochotniczych straży pożarnych. Są to ludzie umundurowani, zdyscyplinowani, przeszkoleni, zdeterminowani, gotowi, narażający swoje życie w obronie sąsiadów, w obronie innych ludzi. I ta cała struktura straży pożarnej razem z obroną terytorialną może być bardzo istotnym elementem pokazującym, obok oczywiście profesjonalnej armii, że jednak nie warto wykonywać wobec Polski gestów agresywnych, bo to się może nie najlepiej skończyć.