Wczorajsze (tj. wtorkowe - PAP) spotkanie to sukces Parlamentu Europejskiego. Pan Zuckerberg przyjął zaproszenie PE i przyjechał do Europy. Zaakceptował tylko zaproszenie do PE, odmówił przyjazdu do innych parlamentów w Europie - podkreślił Tajani.

Jak dodał, spotkanie przyniosło trzy ważne deklaracje. Po pierwsze - jak wskazał przewodniczący PE - Zuckerberg przeprosił za skandal związany z wyciekiem danych użytkowników Facebooka. Po drugie, zadeklarował zaangażowanie w obronę przed atakami wyborów do PE, które odbędą się w maju 2019 roku. Po trzecie, zobowiązał się do respektowania nowych europejskich regulacji dotyczących ochrony danych osobowych.

Tajani zaznaczył, że Zuckerberg jest obywatelem USA, a nie państwa europejskiego, i w związku z tym nie był zobowiązany do przyjazdu do PE, a jednak to zrobił. - Mógł udzielić wywiadu lub zorganizować konferencję i przeprosić za to, co się stało. Przyjechał jednak do Parlamentu Europejskiego, żeby przeprosić - powiedział Tajani. Przyznał, że Zuckerberg nie odpowiedział na wszystkie pytania, ale zobowiązał się, że zrobi to w formie pisemnej.

Liderzy grup politycznych, którzy wzięli udział we wtorkowym spotkaniu, wyrazili niezadowolenie z jego przebiegu.

"(Zuckerberg) nie był przekonujący i nie odpowiedział na wszystkie nasze pytania. Nie był w stanie zagwarantować, że kolejny skandal taki jak ten związany z Cambridge Analytica nie powtórzy się w najbliższym czasie. Nie obiecał niczego więcej, niż przewiduje już europejskie prawo dotyczące ochrony danych. To nie wystarczy" - napisał na Twitterze szef grupy Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber.

Lider grupy Socjalistów i Demokratów Udo Bullmann skrytykował format spotkania, który jego zdaniem nie pozwolił na udzielanie "prawdziwych odpowiedzi" przez szefa Facebooka. "Zuckerberg wyjeżdża, nie reagując na obawy obywateli" - napisał na Twitterze.

Lider grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów Syed Kamall napisał, że format spotkania pozwolił Zuckerbergowi uniknąć trudnych pytań. "To była okazja dla Zuckerberga, by pokazać, że rozumie, iż ludzie, którzy nie są na Facebooku, nie wyrażają zgody na gromadzenie swoich danych. Nie zrobił tego" - ocenił.

"To niedopuszczalne, że Zuckerberg przybył do PE i nie odpowiedział na żadne z naszych pytań. Nie pozwolimy, aby ta sprawa została zapomniana" - powiedział z kolei lider Liberałów Guy Verhofstadt.

Ze spotkania niezadowolona jest również frakcja Zielonych w PE. "Przesłuchanie to nie spełniło naszych oczekiwań, Mark Zuckerberg złożył wiele niejasnych obietnic. Dwunastu przedstawicieli Parlamentu Europejskiego zadało precyzyjne pytania, ale Zuckerberg nie odpowiedział dokładnie na żadne z nich" - napisali w komunikacie po spotkaniu liderzy tej frakcji, Philippe Lamberts i Ska Keller.

We wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli szef Facebooka przyznał, że jego firma zrobiła za mało, by chronić użytkowników Facebooka. Oświadczył, że ponosi za to odpowiedzialność i że jest mu przykro. Zadeklarował jednocześnie, że będzie robił więcej, m.in. poprzez inwestycje, na rzecz lepszej ochrony danych użytkowników Facebooka.

Wizyta Zuckerberga w PE wiąże się z wyciekiem danych ponad 80 mln użytkowników serwisu do firmy Cambridge Analytica. Świadcząc usługi dla swoich klientów, wykorzystywała ona informacje pozyskane z Facebooka do profilowania użytkowników pod kątem preferencji wyborczych i wpływania na ich decyzje polityczne. Sprawa wywołała międzynarodowy skandal.