Tragiczne pożary, które od trzech dni trawią Grecję, utrudnią temu państwu przełamywanie skutków kryzysu gospodarczego. Z kolei spowodowane nim oszczędności przyczyniły się do tego, że możliwości reagowania w takich sytuacjach się zmniejszyły.

Jak do tej pory w pożarach szalejących w regionie Attyka, w którym leżą m.in. Ateny, zginęło co najmniej 80 osób, w tym dwoje przebywających na urlopie Polaków. Dodatkowo prawie 200 trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali, a kilkadziesiąt osób jest zaginionych, co każe przypuszczać, że liczba ofiar śmiertelnych przekroczy 100. – Kraj przechodzi przez niewyobrażalną tragedię – oświadczył we wtorek premier Aleksis Tspiras, wprowadzając w Attyce stan wyjątkowy i ogłaszając trzydniową żałobę narodową.

Tsipras zaznaczył, że na wyjaśnianie przyczyn pożarów i obliczanie strat przyjdzie pora, gdy sytuacja zostanie opanowana, tym niemniej pewne wyobrażenie o gospodarczych skutkach żywiołu daje porównanie do poprzedniej takiej sytuacji. Ze względu na dotychczasową liczbę ofiar oraz lokalizację obecne pożary można porównać do tych z lata 2007 r., choć trzeba zwrócić uwagę, że wówczas trwały one ponad dwa miesiące (od końca czerwca do początku września), a oprócz Attyki dotknięte nimi były też Peloponez i Eubea. Spłonęło wtedy ponad 2700 km kw. lasów, gajów oliwnych i pastwisk. Kilka tygodni po ugaszeniu pożarów grecki rząd podał, że bezpośrednie straty materialne wyniosły 2 mld euro, zaś uwzględniając także utracone dochody przez rolników i sektor turystyczny – 5 mld. Ponieważ w 2007 r. PKB Grecji wynosił niespełna 233 mld euro, oznacza to, że pożary spowodowały skurczenie się go ok. 2,1 proc.

Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Po pierwsze, wskutek potężnego kryzysu, przez który przeszła Grecja, jej gospodarka jest dziś o ponad jedną piątą mniejsza niż w 2007 r., więc dziś 5 mld euro stanowiłoby 2,7 proc. PKB. Zatem, gdyby straty materialne w liczbach bezwzględnych były takie same, teraz byłyby bardziej odczuwalne. Przy tej okazji na pewno pojawi się też pytanie, na ile oszczędności budżetowe, do których zmuszona została Grecja, przyczyniły się do zmniejszenia jej możliwości reagowania na sytuacje kryzysowe, np. poprzez ograniczenie zatrudnienia w straży pożarnej i ratownictwie medycznym, rezygnację z zakupu i modernizacji sprzętu itp. Po drugie, niezależnie jakie ostatecznie będą straty materialne, na pewno utrudnią Grecji wychodzenie na prostą po kryzysie. Według danych Komisji Europejskiej w ubiegłym roku gospodarka tego kraju wzrosła o 1,4 proc. (był to zaledwie drugi rok, obok 2014, w ciągu minionej dekady ze wzrostem gospodarczym), w tym roku ma to być 1,9 proc., a w przyszłym 2,3 proc., co daje nadzieję na nieco lepsze czasy.

Ale być może tegoroczną prognozę trzeba będzie zweryfikować w dół. Jednym z głównych motorów greckiej gospodarki, zwłaszcza w czasie kryzysu, jest turystyka. W zeszłym roku sektor turystyczny bezpośrednio odpowiadał za 8 proc. greckiego PKB, zaś pośrednio – za 19,7 proc. Ten rok zapowiadał się jako rekordowy w historii pod względem liczby odwiedzających Grecję – prognozy przewidywały, że przyjedzie ich 32 mln (w ostatnich kilku latach rekord poprawiany był corocznie). Te prognozy miały solidną podstawę, bo w maju, z którego pochodzą najświeższe dane, Grecję odwiedziło o 23 proc. turystów więcej niż w tym samym miesiącu zeszłego roku. Oczekiwania, że podobne wzrosty będą także w lipcu i sierpniu, gdy przypada szczyt przyjazdowy, były więc uzasadnione. Tymczasem teraz trzeba się liczyć, że przynajmniej do momentu, w którym pożary nie zostaną ugaszone, część turystów zrezygnuje z podróży do Grecji. Zwłaszcza że dotykają one także tereny turystyczne, a śmierć dwojga Polaków nie jest jednostkowym przypadkiem i wśród ofiar są też inni cudzoziemcy. Władze kilku krajów, w tym polskie MSZ, wydały zalecenia, by zachować szczególną ostrożność w czasie podróży do tych regionów Grecji, w których trwają pożary.