Przyczyną całego zamieszania jest seria "Wielcy Ukraińcy" nakręcona przez lokalną telewizję Inter na licencji BBC. Według zamysłu twórców, telewidzowie mieli głosować esemesami na 10 wybitnych historycznych postaci przedstawianych w programie.

Gdy ogłoszono oficjalne wyniki okazało się, że zwycięzcą 40 proc. głosów został Jarosław Mądry, władca Rusi Kijowskiej z przełomu X i XI wieku, którego postać często wykorzystywała rosyjska propaganda, by pokazać jedność Rosji i Ukrainy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jeszcze poprzedniego dnia średniowieczny książę zajmował dopiero czwarte miejsce, w konkursie prowadził zaś przywódca skrajnych nacjonalistów Stepan Bandera.

Bandera, którego obwinia się za inspirowanie masowych zbrodni podczas II wojny światowej, zajął jednak ostatecznie dopiero trzecie miejsce. Jak to możliwe, że w ciągu jednego dnia sytuacja zmieniła się tak radykalnie? Otóż, po szybkim dochodzeniu okazało się, że zwolennicy Jarosława nagle się zmobilizowali i w ciągu ostatniego dnia na jego kandydaturę wpłynęło nagle pół miliona głosów, podczas gdy przez cały poprzedni miesiąc za najwybitniejszego Ukraińca uznało go tylko 60 tys. rodaków.

"Nowe głosy wysłano z kilkunastu telefonów. To manipulacja" - oskarża Wachtang Kipiani, redaktor programu "Wielcy Ukraińcy". Jego zdaniem do konkursu wmieszali się politycy, którzy urządzili akcję głosowania na Jarosława, by nie dopuścić do zwycięstwa Bandery. Podaje się nawet kwotę przeznaczoną na dokonanie fałszerstwa: 550 tys. hrywien (250 tys. zł).

Oskarżenia zdecydowanie odrzucają menedżerowie telewizji Inter. "To wytwór chorej wyobraźni Kipianiego" - twierdzi Jehor Benkendorf. "Moim zdaniem coś jest na rzeczy" - mówiła mediom prowadząca program Hanna Homonaj. "Telewizja przeprowadzi pewnie własne śledztwo w tej sprawie" - dodała.

Po co jednak ktoś miałby zadawać sobie tak wiele trudu i inwestować ogromne sumy, tylko po to, by zmanipulować telewizyjny konkurs? "Bandera to bardzo kontrowersyjna postać. Jego zwycięstwo w popularnym konkursie stanowiłoby polityczną kompromitację potężnej Partii Regionów, która całą swą ideologię oparła m.in. na krytyce twórcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów" - mówi DZIENNIKOWI politolog Kost Bondarenko. Regionałowie postanowili zatem działać.

Tymczasem sprawa zatacza coraz szersze kręgi. Olha Herasymjuk z Naszej Ukrainy zażądała powołania parlamentarnej komisji śledczej. Jej zdaniem zmanipulowany wybór Jarosława Mądrego nie jest przypadkowy, gdyż przez wielu jest on uznawany za wspólnego bohatera Ukraińców i Rosjan. - Chodzi o to, żeby dać nam do zrozumienia, że Ukrainy nie ma i nigdy nie było - grzmiała z mównicy Herasymjuk.

Z kolei 77 innych deputowanych wystosowało właśnie oficjalny list do szefa BBC Marka Thompsona z żądaniem wyjaśnień. "Na Ukrainie wszystko jest sprawą polityczną, nawet telewizyjne konkursy" - komentuje sprawę Kost Bondarenko. "Nic dziwnego, skoro aż 92 proc. Ukraińców deklaruje zainteresowanie polityką" - dodaje.