Dmitrija Miedwiediewa nie zobaczymy u boku Wiktora Juszczenki i Lecha Kaczyńskiego na obchodach 75. rocznicy Wielkiego Głodu na Ukrainie. Kreml jest oburzony tym, że Ukraina używa "wspólnej tragedii" z lat 30. do skłócenia obu narodów. Polityka Stalina doprowadziła wtedy do śmierci około 3,5 mln ludzi.

"Na Ukrainie tragiczne wydarzenia początku lat 30. wykorzystywane są do osiągnięcia doraźnych, koniunkturalnych celów politycznych" - napisał Miedwiediew w specjalnym oświadczeniu, w którym tłumaczy, dlaczego odrzucił zaproszenie Juszczenki.

Zdaniem prezydenta Rosji kwestia Wielkiego Głodu wraz z "usilnymi próbami uzyskania zaproszenia do <klasy przygotowawczej> do NATO, stała się niemal centralnym elementem ukraińskiej polityki zagranicznej". Ukraina stara się bowiem wejść do Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO. A to bardzo nie podoba się Moskwie.

Podobnie jak próba międzynarodowego uznania głodu za ludobójstwo. Według Miedwiediewa Ukraina chce przekonać świat, że to Rosja jest winna tej zbrodni. Tymczasem głód wywołany polityką Stalina był tragedią dla wszystkich narodów ZSRR. "Nie usprawiedliwiamy represji reżimu stalinowskiego wobec całego narodu radzieckiego, lecz twierdzenie, iż jego celem było zniszczenie Ukraińców, przeczy faktom i jest dążeniem do nadania nacjonalistycznego podtekstu tej wspólnej tragedii" - napisał Miedwiediew.

"Biorąc pod uwagę wyłożone argumenty, swój udział w obchodach 75. rocznicy głodu uważam za niemożliwy" - podsumowuje.

O "pseudohistorycznym" traktowaniu sprawy Wielkiego Głodu przez Ukraińców mówił we wrześniu szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Jego zdaniem, Ukraina chce obarczyć winą za nią Rosję jako główną spadkobierczynię Związku Radzieckiego.