Do tej pory żadna organizacja nie wzięła na siebie odpowiedzialności za niedzielny zamach w Kairze. Według policji i służb specjalnych to nie przypadek. Bomb nie podłożyła bowiem żadna zorganizowana grupa. Atak był dziełem "kilku zradykalizowanych osobników". Według egipskiego dziennika "Al-Ahram" do tej nieformalnej grupy należały 3 - 4 osoby.

>>>Podejrzani o kairski zamach już w areszcie

W rękach mundurowych pozostaje obecnie według różnych doniesień od pięciu do jedenastu osób. Aresztowano je w większości tuż po eksplozji w okolicy, w której przeprowadzono zamach.

Potwierdza się także informacja, że były dwie bomby. Obie skonstruowano w dość prosty sposób z około kilograma prochu, ale dla zwiększenia liczby ofiar umieszczono w nich także gwoździe i kawałki metalu. Bomba, która wybuchła, była umieszczona pod marmurową ławką na wprost wejścia do meczetu Husajna. Drugi ładunek był schowany trzydzieści metrów dalej. Na szczęście nie zadziałał w nim zapalnik.

W momencie wybuchu na placu była duża grupa francuskich nastolatków. To właśnie w tej grupie podróżowała 17-latka - jedyna ofiara śmiertelna zamachu. Rannych zostało 17 jej kolegów i koleżanek, troje Egipcjan, troje Saudyjczyków i Niemiec. Z 24 rannych osób w szpitalu przebywa jeszcze pięcioro - troje Francuzów i dwóch Egipcjan.