Zdaniem byłego już polityka prawicy, prezesowi PiS jak dar z nieba spadły kłopoty z systemem informatycznym PKW.

Tak więc pierwszy tydzień przejdzie pod znakiem fałszerstw. Nikt nie mówi o błędach Kaczyńskiego, który ponownie kilka milionów prawicowych wyborców doprowadził do zmarnowania głosu - komentuje Roman Giertych na swoim profilu na Facebooku.

Na czym polega to "marnowanie głosu"? Były wicepremier i szef Ligii Polskich Rodzin wyjaśnia, że chodzi o to, iż PiS nie będzie w stanie zawiązać żadnej koalicji rządzącej w sejmikach, oprócz Podkarpacia, więc przełożenie decyzji wyborcy Prawa i Sprawiedliwości na realne sprawowanie władzy będzie praktycznie zerowe. Jak podkreśla Giertych:

Kaczyński został, można powiedzieć, mistrzem marnowania poparcia. LPR w roku 2002 gdy uzyskała 15 proc. głosów współrządziła w siedmiu województwach (mazowieckie, małopolskie, wielkopolskie, lubelskie i dolnośląskie, łódzkie, podkarpackie). Dzisiaj PiS przy poparciu około 30 proc. będzie rządziło w jednym.

Co zrobi prezes PiS, kiedy opadnie kurz po aferze z systemem PKW i wyborcy zaczną się zastanawiać, dlaczego ich głosy tak mało znaczą?

Wówczas Kaczyński będzie musiał znaleźć inny powód przegrania wyborów. Komisja Macierewicza ogłosi, że Hofman to agent Platformy i że winę za kolejną klęskę ponosi Tusk i Sikorski. Wówczas z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku PiS zacznie się przygotowywać do kolejnych już dziesiątych przegranych wyborów. Trzeba będzie wymyśleć tylko, jak uzasadnić przegraną Dudy - drwi Roman Giertych.