Podchody pod zakup tygodnika Wprost trwały od kilku miesięcy. Wśród najbardziej zainteresowanych wymieniano Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości, Wydawnictwo Przekrój oraz Platformę Mediową Point Group. Tuż przed świętami oficjalnie swoje zainteresowanie jednym z najdłużej ukazujących się na polskim rynku tygodników potwierdził właściciel Przekroju Grzegorz Hajdarowicz. Rozmowy miały być bardzo zaawansowane. Plotkowano już nawet, że umowa została zawarta.

Ale tuż przed końcem roku nagle okazało się, że to należąca do Michała Lisieckiego Point Group kupiła 80 proc. udziałów Wprost. Notowana na giełdzie spółka zapłaciła za tygodnik nieco ponad 8 mln zł. Zobowiązała się także opłacić jego zobowiązania, jak np. kary za przegrane procesy. A z Wprost sądzi się np. córka Włodzimierza Cimoszewicza, której amerykański sąd przyznał 5 mln dolarów odszkodowania za publikacje tygodnika.

Według nieoficjalnych informacji Hajdarowicz chciał kupić wszystkie udziały w wydawnictwie za 15-20 mln zł. Z tej kwoty jednak tylko 3 mln miały trafić do właścicieli tygodnika. Reszta miała pokryć zadłużenie Wprostu.

p



Sylwia Czubkowska: Kiedy już praktycznie został pan uznany za nowego właściciela "Wprost", nagle wypadł pan z rozgrywki. Co się stało?

Grzegorz Hajdarowicz*: No cóż, to jest wolny rynek. Każdy ma prawo sprzedać i kupić to, co mu się podoba. Ale przyznam, że byłem zaskoczony kiedy dowiedziałem się kto ostatecznie został szczęśliwym nabywcą.

Dlaczego? Przecież Point Group wyraźnie w ostatnich miesiącach rozglądała się za coraz poważniejszymi inwestycjami. A o tym, że interesuje się kupnem "Wprost" mówiono od kilku tygodni.


Zaskoczony, bo w Wigilię po południu zadzwonił do mnie Michał Lisiecki - którego praktycznie nie znam - z życzeniami i zapewnieniem, że jego firma "Wprost" nie chce, i że mam wolną drogę. Nie chodzi nawet, że jakoś wziąłem sobie do serca to zapewnienie, ale że takich rzeczy się nie robi. To niezgodne z etyką biznesu.

Bardzo się pan tym oburzył, więc jednak żal panu "Wprost"? Taki dobry biznes możnaby na nim zrobić?

Mnie zaskoczyło to, jak dużo Point Group zapłacił za niego. Osiem milionów i jeszcze zobowiązanie się do zapłacenia kar z procesów, w tym 5 mln dolarów dla Cimoszewiczów? To strasznie drogo. Ja bym tyle nie dał, bo mam zwyczaj kupować tanio. Mnie po prostu nie stać na przepłacanie. Więc gdybym to ja go kupił, to byłby to dobry biznes.

Nie wierzy Pan, że nowy właściciel postawi "Wprost" na nogi?

Proszę spojrzeć, co ta firma ma w swoim portfelu: "Machina", "Film" i "Dlaczego". Wszystkie te magazyny radzą sobie słabiutko. Ale ja im naprawdę dobrze życzę. Nawet kupiłem sobie dziś kilka akcji Point Group. Będę obserwował, jak rośnie ich kurs.

Oj, z przekąsem pan to mówi. Dużo pan zainwestował w te akcje?


No cóż, powiedzmy tak: jak przyjrzałem się wycenie giełdowej spółki i porównałem ją z wyceną księgową - a różnią się one drastycznie między sobą - to zdecydowałem się mocno zmniejszyć wartość zakupu. Nie chciałbym utopić za dużo pieniędzy.

A nie bał się pan utopić pieniędzy we "Wprost"? Właściwie po co on by panu był? Nie ma pan wystarczająco dużo pracy z "Przekrojem" i "Sukcesem"?

Teraz na rynku mediów jest prawdziwe zatrzęsienie ofert sprzedaży: jakieś portale, gazety mniejsze i większe. Nie wystarcza mi czasu na otwieranie kopert z propozycjami. Ale "Wprost" może warto byłoby kupić z tego samego powodu, co "Przekrój" i "Sukces". To dobra polska marka, z dosyć długą historią. "Przekrój" to 65 lat, "Sukces" - dwadzieścia, a "Wprost" też dwadzieścia kilka. W tych markach tkwi ogromny potencjał, który aż prosi się, by go wykorzystać. Oczywiście sam brand nie wystarczy, by produkt utrzymał się na rynku. Ale brand "Wprost" jest na tyle mocny, że była szansa zrobić z niego dobry polityczny tygodnik. Polityczny, to nie znaczy piszący pod jedną partię, a raczej pod jedną wyraźną linię ideową. Obok niego "Przekrój" nabrałby jeszcze bardziej społeczno-kulturowego charakteru. A to świetnie by się nam uzupełniało.

Nie studziło pana zapałów to, że z informacji od drobnych akcjonariuszy "Wprost" wynika, iż tylko w pierwszej połowie 2009 roku tygodnik zanotował pokaźną stratę? Aż 4,5 mln złotych.

I to właśnie byłoby prawdziwe wyzwanie. Ja właśnie tak lubię. Jak ten biznesmen grany przez Richarda Gere'a w Pretty Women skupuję firmy na skraju upadku i doprowadzam je do stanu używalności.

A jak stan używalności "Przekroju"? Mija już kilka miesięcy od zakupu, a wyniki sprzedaży nadal nie są zachwycające. Do tego jeszcze redaktorzy naczelni tygodnika Jacek Kowalczyk i Bartek Chaciński zrezygnowali z pracy. Wybrał pan już następcę?

Kończę poszukiwania. Mam nadzieję, że w styczniu ogłoszę, kto nim zostanie. Kiedy kupowałem "Przekrój" zapowiadałem, że w ciągu pół roku przeprowadzę w nim poważne zmiany jakościowe, które, mam nadzieję, przełożą się na poprawę wyników sprzedaży. Te pół roku mija w marcu. Czasu nie zostało nam wiele, ale myślę, że damy radę.

p



*Grzegorz Hajdarowicz, właściciel wydawnictwa Przekrój, w skład którego wchodzi także miesięcznik "Sukces". Był dziennikarzem. W 1991 roku założył firmę GREMI, specjalizującą się najpierw w dystrybucji produktów farmaceutycznych. Od 2003 roku zajmuje się także produkcją filmową. W ubiegłym roku zaczął inwestować w media.