"Tłuściochy stanowią bezpośrednie zagrożenie dla naszego modelu biznesowego" - oświadczył założyciel portalu Robert Hintze. I dodał obłudnie, że wprawdzie cierpi po stracie każdego członka, ale nie może zapominać, że pozostali wymagają zachowania wysokich standardów piękna.

Media natychmiast przypomniały jego wypowiedź sprzed kilku miesięcy, w której tłumaczył, że podczas gdy inne portale przypominają dżunglę, po której wałęsają się niezgrabne guźce i hipopotamy, BeautifulPeople.Com jest rezerwatem dla zwinnych lampartów i smukłych gazeli.

Lamparty tropią guźce

I to właśnie owe czujne lamparty wytropiły i wystawiły do odstrzału utuczone guźce oraz hipopotamy. "Członkowie społeczności BeautifulPeople.com zauważyli, że na najnowszych, zrobionych już po świętach zdjęciach pewne osoby nie wyglądają tak szałowo jak zazwyczaj. A ponieważ mają prawo oceniania uczestników w skali od 0 do 10, przyznali im niskie noty" - tłumaczy rzeczniczka portalu Miki Haines-Sanger. System automatycznie zliczył punkty i przesunął utuczonych członków do poczekalni, gdzie jeszcze raz musieli ubiegać się o przyjęcie do grona Pięknych Ludzi. Udało się to jedynie kilkuset osobom, a ponad 5 tys. skreślono z listy urodziwych. Większość odrzuconych stanowili mieszkańcy USA i Kanady, gdzie sezon świąteczny trwa rekordowo długo, bo od święta Dziękczynienia w listopadzie aż do Bożego Narodzenia.

Dlaczego internauci tak brutalnie pozbyli się swoich kolegów? "Im mniej osób w gronie wyróżnionych zaszczytnym mianem urodziwych, tym większa satysfakcja" - tłumaczy socjolog prof. Włodzimierz Pańków. Jego zdaniem uczestnicy tej zabawy bardzo dbają, by nie było ich zbyt wielu, bo to gwarantuje im poczucie ekskluzywności. "To typowa samoobrona elit przed pospoliceniem się" - śmieje się.

czytaj dalej


Twarde rządy pięknych

Członkowie portalu BeautifulPeople.Com rządzą nim twardą ręką. To właśnie oni decydują, kto zostanie przyjęty do elitarnej społeczności.

Kobiety oceniają mężczyzn, a mężczyźni kobiety. Mają do wyboru cztery standardowe oceny: "tak, zdecydowanie", "hmm..., raczej OK", "hmm..., raczej nie" oraz "NIE, zdecydowanie nie". Pozytywnie rozpatrywanych jest jedynie 20 proc. aplikacji. Reszta kandydatów może sobie przeczytać szyderczy napis na stronie głównej: "Jesteś zbyt brzydki, by się do nas zapisać? Zwiedzaj więc portal jako gość".

Psycholog biznesu Jacek Santorski zwraca uwagę, że taki surowy sposób oceniania może prowadzić do uprzedmiotowienia kandydatów. "Nie ma problemu, jeśli restrykcyjna ocena cech fizycznych człowieka, np. jego wzrost czy waga, jest konieczna do wykonywania konkretnego zawodu (tak jest w przypadku czołgistów, kosmonautów czy dżokejów). Ale im cel oceny jest bardziej ogólny, związany z wartością danego człowieka, tym większe zagrożenie "faszyzacją" takiego procesu" - mówi. "Choć z drugiej strony - zaznacza - jeśli kryteria gry i jej konsekwencje są jasno określone, wówczas każdy wchodzi w tę grę na własną odpowiedzialność i ryzyko".

Precz z oszustami

Zdarza się, że ktoś próbuje podstępnie wślizgnąć się do grona pięknych i przedstawia zdjęcie wyretuszowane albo nawet cudze. Czujne lamparty natychmiast to wyłapują i zgłaszają administratorom strony. "Prosimy wtedy kandydata o trzy nowe fotografie. Najlepiej w otoczeniu rodziny lub przyjaciół i ze świeżym wydaniem jakiejś konkretnej gazety w ręku. W ten sposób łatwo jest zweryfikować, czy na zdjęciu jest rzeczywiście kandydat, czy może jakaś młoda i nieznana jeszcze modelka" - opowiada Miki Haines-Sanger.

Twórcy strony stanowczo odpierają zarzuty, że zachęcają internautów do nieetycznych zachowań. "Jesteśmy celem nieustannej krytyki, ale liczby nie kłamią: jest ogromne zapotrzebowanie na taki rodzaj portalu społecznościowego. BeautifulPeople.Com może się wydawać moralnie brzydki, ale nasz rynkowy sukces to bardzo piękna prawda" - przekonuje Richard Hintze.

Ten rynkowy sukces to: 550 tys. członków w 190 krajach. I to w ciągu zaledwie 7 lat, jakie minęły od chwili uruchomienia strony w Danii w 2002 roku. O zyskach właściciele nie chcą mówić, zasłaniając się tajemnicą handlową. Swoim członkom, obecnym i przyszłym, obiecują takie atrakcje jak przyjęcia w towarzystwie światowej elity, imprezy i koncerty, możliwość zrobienia kariery w charakterze modela lub aktora.

"Wciąż zgłaszają się do nas właściciele agencji reklamowych, firm producenckich oraz reżyserzy, którzy znaleźli na naszym portalu interesujących ich ludzi i chcieliby ich zatrudnić" - opowiada rzeczniczka rzeczniczka. Miki Haines-Sanger wylicza skrupulatnie kolejne sukcesy: 80 tys. osób przeżyło na portalu romantyczne uniesienia, zawarto 10 tys. małżeństw, a z tych związków urodziło się ponad 800 dzieci. "Jesteśmy globalną społecznością ludzi pięknych" - podsumowuje.

czytaj dalej


Błogosławione piękno

19-letnia Dagna Nocek z Leszna jest jedną z 18 tys. Polaków, którzy mają swoje profile na BeautifulPeople.com. O portalu przeczytała jakiś czas temu w internecie i postanowiła sprawdzić, czy jest wystarczająco ładna, by zostać jego członkiem. Wypełniła kwestionariusz, dołączyła zdjęcie i... zapomniała o sprawie. Gdy znalazła w swojej skrzynce informację, że została przyjęta, trochę się zdziwiła. Dziwiła się również, gdy pozostali uczestnicy pytali ją, czy na zdjęciu, jakie dołączyła do swojego profilu, widnieje naprawdę ona. Teraz Dagna ma już wielu znajomych z Polski i kilku z zagranicy. "Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Włochem i Niemcem. Nie komunikujemy się już na portalu, tylko piszemy do siebie e-maile, bo tak jest wygodniej. Ale najczęściej piszą do mnie Turcy. Mówią, że jestem piękna i mam świetne ciało" - śmieje się dziewczyna. Ona sama nigdy nie ocenia ludzi, bo nie chce decydować o niczyim losie.

Czy dostała kiedyś niemoralną propozycję? Po namyśle Dagna odpowiada, że tylko raz. "Napisał do mnie jakiś Turek proponując, bym złożyła mu wizytę w czasie wakacji. Poczułam wyraźnie, że był w tym jakiś podtekst erotyczny" - mówi.

Dagna Nocek mówi, że trzy miesiące po dołączeniu do grona pięknych ludzi jest trochę rozczarowana. "Administratorzy twierdzili, że będą organizować imprezy i koncerty. Na razie nic takiego się nie dzieje. Inni Polacy, z którymi czatuję na portalu, też na to narzekają. Nie podoba im się również, że portal <muli>, to znaczy często się zawiesza" - opowiada dziewczyna. Jej zdaniem przechwałki właścicieli o wyjątkowości, ekskluzywności i elitarności portalu są mocno przesadzone. "To po prostu zwykłe konto, takie jak na Naszej Klasie" - mówi Dagna.

Przyznaje jednak, że ona sama jest szczęściarą, bo właśnie została wybrana na dziewczynę miesiąca w kalendarzu BeautifulPeople. Nie wiążą się z tym wprawdzie żadne profity, ale jej zdjęcie będzie zdobić miesiąc styczeń 2010.

Konkurencja depcze po piętach

Portalowi zrzeszającemu wyłącznie pięknych ludzi wyrosła tymczasem groźna konkurencja. Chodzi o portal NotSoBeautifulPeople.com (nie tacy piękni ludzie), który powstał niedawno w USA. Zrzesza, jak głosi hasło reklamowe, prawdziwych ludzi. Takich, którzy niczym szczególnym się nie wyróżniają. Wręcz przeciwnie, są absolutnie przeciętni. Eksperci już wróżą twórcom gigantyczny sukces rynkowy.