Syn marnotrawny wraca do Trójki?

Marek Niedźwiecki*: Nie da się ukryć. Nie wracam z tarczą, raczej na tarczy. Nie zamierzam udawać, że nic się nie stało i być wesołym "niedźwiedziem".

Złota marynarka zaczęła uwierać?

Radio Złote Przeboje wyciągnęło rękę w trudnym dla mnie momencie i to mi się podobało. Oczywiście od początku wiedziałem, że to nie jest moje radio. Ale wtedy grali muzykę, jaką lubię - piosenki z lat 60.,70., czasem 80. Szybko jednak rozgłośnia zaczęła puszczać coraz więcej współczesnych utworów, nie zawsze najwyższych lotów. Gdy tylko do Trójki wróciła Magda Jethon, którą znam od lat, pomyślałem: teraz albo nigdy.


A może najzwyczajniej w świecie zatęsknił pan za radiem, w którym nie ma dyktatu playlisty, gdzie nie nagrywa się telefonów od słuchaczy, by je potem puszczać "z puszki".

To rzeczywiście zupełnie inna rozgłośnia. Zdaję sobie sprawę, że robiłem tu swoiste radio w radiu. Ale to mi tak bardzo nie przeszkadzało. Gorsza była świadomość, tego co się dzieje na antenie przed moim programem i po nim. To irytujące słuchać przed własną audycją Sashy, który śpiewa - "lonely, lonely lonely" i coś równie kiepskiego, z chwilą gdy tylko wychodzisz ze studia. Poza tym listę przerywało sześć bloków reklamowych. W internecie zamiast reklam puszczano jednak "zaślepkę", którą zawsze był utwór zespołu Sugarbabes. Mój kolega z Sydney musiał słuchać jej sześć razy w ciągu jednej audycji, a potem pisał: "Niedźwiedź, ale co ty tam grałeś? Paw jakiś". To są może drobiazgi, ale mnie perfekcjonistę zawsze denerwowały Wiem że byłem tu jedynym didżejem, który grał swoją muzykę. Pozostali puszczają utwory z komputera, wedle listy wymyślonej przez szefów stacji. A to bardzo wąska baza. Choć słuchałem tego radia rzadko, głównie w samochodzie, to ciągle natrafiałem na te same piosenki.


Może właśnie taką listę dyktowały badania?

Nie wiem, nie znam się na badaniach, ale uważam że one zabijają radio. To nie pasowało mi od początku, ale byłem zadowolony z tej pracy, bo nikt nie wtrącał mi się w to, co robię, czy rozmawiam z Elą Adamiak czy Basią Trzetrzelewską.
A w Trójce się wtrącali?

Nie, nigdy.

To po co pan w ogóle odchodził? Poszło o pieniądze?

Wiem, że wielu tak mówiło. Choć to nie prawda. Teraz mogę powiedzieć, że z tej kasy rezygnuję i wracam do starej pensji. A jak wiadomo radio kasy nie ma, więc nie o pieniądze mi chodziło.



Czytaj dalej >>


To o co?

Rozstałem się z Trójką w dramatycznym dla mnie momencie, mijało wtedy 25 lat pracy w tej rozgłośni, czyli połowa mojego życia i najpiękniejsze lata radiowe. Ale jakoś nie po drodze mi było z tamtym szefostwem. Strasznie irytowały mnie niektóre pomysły poprzedniego dyrektora Krzysztofa Skowrońskiego. Chciał na przykład przenieść "Listę" z godziny 19 na 9 rano. Wiedziałem, że to zupełnie absurdalne. Byłem też rozżalony, z powodu nieuzasadnionego, ale za to sukcesywnego skracania mojej innej audycji z 55 minut do 20-25 minut. Dopiero, gdy poinformowałem, że odchodzę okazało się, że wszystko da się zrobić. Byłem jednak po słowie z Agorą i nie mogłem się nagle zachować jak chorągiewka na wietrze. Na dodatek zacząłem odnosić wrażenie, że dyrekcja Trójki trochę wstydzi się też tego, że 25-lecie listy zbiega się z rocznicą stanu wojennego. Trójka wracała 5 kwietnia 1982 roku, jako ostatni program Polskiego Radia, a 25 kwietnia poprowadziłem listę wymyśloną przez Andrzeja Turskiego. Takie były realia, trwał stan wojenny i rzeczywiście właśnie wtedy zaczynałem swoją przygodę z Trójką. Ale z tym co się działo w kraju, to nie miało nic wspólnego.


Żaluje pan dziś, że odszedł z Trojki do Zlotych Przebojów?

Nie. To jest rozdział życia, który dal mi możliwość poznania innych ludzi, spotkania ciekawych artystów. Spełniałem się w tej pracy, choć nawet nie wiem, jaką miałem słuchalność, bo nigdy nie byłem z niej rozliczany. Z tego, co wiem w Agorze są zadowoleni z mojej pracy dla nich. Chyba spełniłem zadanie, które mi postawiono i możemy rozstać się w przyjaźni. Niestety to trochę wygląda tak, jakbym dał się wypożyczyć na dwa lata, żeby zwiększyć słuchalność stacji, a teraz wracam tam, gdzie mi dobrze


Nie próbowali pana zatrzymać? Słyszałam, że straszyli: Marek, publiczne radio za chwilę padnie.

Umówiliśmy się na dwuletni kontrakt z możliwością przedłużenia i bardzo chcieli, żebym został. No ale ja nie chciałem.


Dogadywał się pan z poprzednią szefową Magdą Jethon, a wraca do PiS-owskiego radia Jacka Sobali?

Decyzję podjąłem wiele miesięcy temu i to zasługa Magdy, która wyciągnęła rękę do mnie i do paru innych osób związanych przez lata z Trójką. Nie miałem wpływu na to, co się od tamtej pory wydarzyło. Ona mówiła: nie czekaj na wygaśnięcie kontraktu, rzucaj papierami teraz. Ale gdybym się wtedy nimi zamachnął i odczekał przewidziany w kontrakcie zakaz podejmowania pracy u konkurencji, to przyszedłbym do Trójki dokładnie trzy dni po jej odwołaniu. Jakby to wyglądało? Jeszcze gorzej. Czekać następnych kilka miesięcy, bo może coś się zmieni, to dopiero byłoby kunktatorstwo. Sposób, w jaki odwołano Magdę bardzo mi się nie podoba. Udało jej się odbudować atmosferę starej Trójki, zorganizować pieniądze, zjednoczyć ludzi wokół stacji. To się czuje i nietrzeba nawet analizować słupków słuchalności. Wystarczy posłuchać, a ja się z Trojką nie rozstałem, nadal budzę się z Marcelem, słucham popołudniowego "Zapraszamy do Trójki", bywam na koncertach. Odwoływanie dyrektora, który odniósł sukces jest beznadziejne. Ale przecież nie będę się teraz wieszał w ramach protestu. Na tę decyzję polityczną nie mamy wpływu. Mam tylko nadzieję, ze Magda zostanie w zespole.



Czytaj dalej >>


Rozmawiał pan już z nowym dyrektorem Jackiem Sobalą?

Tak. Sobala powiedział, że jako osobowość stacji wracam na swoje miejsce i się z tego cieszy.


Wiele osób związanych z Polskim Radiem o jego dokonaniach ma, delikatnie mówiąc, nie najlepsze zdanie. Padły jakieś konkrety w czasie tej rozmowy?

Za wcześnie o tym mówić. Bardzo chcę poprowadzić listę na zmianę z Piotrem Baronem.


Chcąc nie chcąc zrobił pan prezent PiS-owi.

Na szczęście zajmuje się muzyką, a nie polityką i przez 25 lat udało mi się pracować z dala od tych rozgrywek. Nikt mnie nie skasował, aż do momentu, w którym szefem anteny został pan Skowroński. Miał rózne pomysły na to radio i nie mam mu tego za złe. Oczywiście mam pewne obawy wracając do Trójki w takim momencie. Pytałem znajomych czy moja decyzja może zostać odebrana politycznie, ale oni stanowczo odpowiedzieli: w twoim przypadku nie. Ja im wierzę, ale jeżeli ktoś nie uwierzy mi, to trudno - będę tym z "układu"


Koledzy z Myśliwieckiej nie zarzucą panu zdrady?

Kilka dni temu na antenie w dowcipny sposób skomentowano mój powrót: Marek poszedł do wojska na dwa lata i służył w złotych beretach. To było inteligentne i miłe. Co do kolegów, to cały czas przyjaźniłem się z nimi. Wielokrotnie byłem na Myśliwieckiej, nikt mnie nie opluł, raczej wszyscy siępytali czy to oznacza, że wracam. Helena ciągle do nmnie pisze: jak długo paczki adresowane do ciebie mają u mnie stać? Czekają już trzeci rok. Większość telefonów od słuchaczy, którzy przez trzy godziny dzwonili do Trójki w czasie audycji Roberta Kantereita też było pozytywnych, czasemnawet wzruszających. Decyzja o rozstaniu z tą stacją nie była przeciwko słuchaczom. Żal mi było właśnie tego, że pewnie zawiodę cześć fanów Trójki, wiem że wielu ludzi wtedy nie wybaczyło mi odejścia, podobnie jak wielu ma cmi teraz za złe, że wracam. Ale takie jest życie. Nie dogodzę każdemu. Co mogę zarobić? Posypię sobie głowę popiołem i będę sobie uprawiał małe poletko, dla tych którzy lubią słuchać rzeczy które proponuje.


To co pan zaproponuje słuchaczom 1 kwietnia? Może "Wypijmy za błędy"?

Zastanawiałem się, jaki utwór zagram na początku "Listy". Odchodząc, żegnałem się piosenką "Good bye", więc może idąc tym tropem teraz powinienem zagrać "Hello". Ale wiem, że nie wszyscy lubią Lionela Richiego, więc chyba nie będę się narażał.


A co, jeśli się nie uda - publiczne radio padnie, słuchacze odejdą, kultowa lista straci fanów, albo najzwyczajniej znów nie będzie panu po drodze z szefostwem?

Nie ma dla mnie żadnej innej stacji poza Trójką. Może ucieknę do Australii? Moi znajomi kupili sobie dom w Tasmanii i mam u nich zarezerwowany jeden pokoik. Tam jest teraz 25 stopni ciepła, maliny, wiśnie...



*Marek Niedźwiecki jest wieloletnim dziennikarzem Trójki, prowadzil kultową "Listę Przebojów Programu III. W grudniu 2007 roku po 25 latach pracy w Trójce odszedl do Radia Złote Przeboje.