Bożena M. była z trzylatkiem w domu. Tylko na chwilę poszła na chwilę do łazienki, a wtedy Miłosz pobiegł do swoich psów na podwórku.

Dobrą zabawę przerwało pojawienie się bezpańskiego mieszańca. Miłosz nawet nie zdążył krzyknąć, gdy zwierzę rzuciło mu się do gardła. Chwilę później przybiegła przerażona mama dziecka. Przez chwilę myślała, że Miłosz jest martwy.

"Bożena krzyczała przerażona, żeby wezwać karetkę. Malec miał całą siną buzię, porozrywaną szyję" - opowiada wstrząśnięta sąsiadka.

Nieprzytomnego chłopca przewieziono do szpitala w Warszawie. Przeszedł ciężką operację, i teraz walczy o życie.

"Ten pies pojawił się we wsi pół roku temu. Dusił ludziom kury, biegał za dziećmi. Ludzie zgłaszali to w gminie, ale widać musiało dojść do tragedii, żeby zabrali stąd to zwierzę" - mówi "Faktowi" sołtys Marek Jaśkiewicz.

Kilka godzin po tragicznym wypadku weterynarz schwytał agresywnego psa. "Zwierzę trafiło pod obserwację. Sprawdzamy, czy ktoś zawinił tej tragedii" - powiedział "Faktowi" nadkomisarz Tadeusz Kaczmarek z policji w Radomiu.