Zobacz galerię

Nie wiadomo, jak długo potrwa okupacja biura poselskiego premiera. "Jesteśmy już po kolacji, mamy śpiwory, koce i materace, więc jesteśmy dobrze przygotowani, aby z utęsknieniem czekać dalej na pana premiera" - mówił wczoraj wieczorem Krzysztof Łabądź z "Sierpnia 80". I zapewniał, że jak będzie trzeba, to protestujący będą czekać do skutku.

W środę do biura przyszło dwustu związkowców. Do wieczora zostało około stu, nocowało trzydziestu. Jak twierdzą, ich liczba zmniejszała się tylko ze względów lokalowych. Nie było miejsca, by mogło przenocować więcej. Ale większość może wrócić, bo wielu nocowało w siedzibie swojego związku. Cały czas twierdzą, że są zdeterminowani i nie wyjdą, dopóki nie spotka się z nimi premier.

Ale związkowcy mogą się nie doczekać. Szef rządu oświadczył, że "żadne próby nacisku siłowego nie zrobią na nim wrażenia". W dodatku nie ma go w Polsce. W środę był we Frankfurcie nad Menem. W czwartek leci do Paryża, gdzie będzie rozmawiał z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym między innymi o kryzysie finansowym i unijnym pakiecie klimatyczno-energetycznym.

>>> Premier nie zamierza przyjeżdżać do związkowców

"Obecnie rząd zachowuje się tak, jakby nie potrzebował nikogo do dialogu i znał wszystkie recepty na uzdrowienie i potrzeby społeczne. My jesteśmy tu po to, aby rozmawiać i nie chcemy doprowadzić do sytuacji takiej, żeby ludzie masowo wychodzili na ulicę" - powiedział Łabądź. I zapewniał, że tylko przyjazd Tuska może przerwać okupację, bo tylko premier jest tą osobą, która może podejmować decyzję.

Gdyby jednak szef rządu nie przyjechał, to związkowcy z "Sierpnia'80" grożą ogólnopolskim strajkiem. Premier proponuje rozmowy w Centrum Dialogu, w których stronę rządową mieliby reprezentować wiceministrowie z pięciu resortów.

Związkowcy okupujący biuro poselskie Tuska protestują m.in. przeciwko rządowym rozwiązaniom w sprawie emerytur pomostowych, służby zdrowia, przemysłu stoczniowego oraz przeciwko działaniom rządu wobec rybaków. Oczekują też podniesienia minimalnej płacy.