"W najtrudniejszej sytuacji jest obecnie budownictwo, gdzie po okresie silnego wzrostu zapanowała stagnacja, a wyraźna większość inwestycji ma się już ku końcowi" - mówi Dariusz Winek z BGŻ.

"To czarny scenariusz, ale niestety jak najbardziej możliwy" - mówi DZIENNIKOWI Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Podobnego zdania jest ekspert Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski. "Te prognozy są jak najbardziej realne" - mówi DZIENNIKOWI. I od razu dodaje, że sytuacja nie będzie zła, gdy ludzie stracą tylko umowy o pracę, ale nadal będą zatrudnieni. Gorzej jeżeli firmy zaczną ich rzeczywiście wyrzucać. "Osobiście nie widzę branży, która mogła by przyjąć wszystkich zwolnionych" - dodaje Sadowski.

Jeszcze w maju ubiegłego roku po raz pierwszy od 10 lat stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce spadła poniżej symbolicznego progu 10 procent. Kolejne miesiące przynosiły dynamiczny jej spadek do poziomu 8,8 procent.

"W najtrudniejszej sytuacji jest obecnie budownictwo i przemysł samochodowy, gdzie po okresie silnego wzrostu zapanowała stagnacja, a wyraźna większość inwestycji ma się już ku końcowi" - mówi Mordasewicz. Jego zdaniem sposobem na zahamowanie spadku bezrobaocia są inwestycję w infrastrukturę i wykorzystanie w tym celu pieniędzy z Unii Europejskiej. Polska powinna przyspieszyć budowę autostrad, linii kolejowych, lotnisk, a także sieci informatycznej. Eksperci są zgodni, że tylko rozsądne wydawanie środków unijnych może ograniczyć skutki kryzysu.

Kryzys na całym świecie zaczął jednak coraz poważniej wpływać również i na polski rynek pracy. Firmy już rozpoczęły cięcie kosztów. Ministerstwo Pracy szacuje, że tylko w grudniu 2008 roku stopa bezrobocia wzrosła do 9,5 procent, czyli do prawie 1,5 miliona osób.