Według raportu DZIENNIKA, w większości klinik, w których się dokonuje zabiegów in vitro, na wolne terminy trzeba czekać po kilka miesięcy. „Mamy 30 procentowy wzrost zainteresowania” - twierdzi współwłaściciel katowickiej kliniki Provita Mariusz Kiecka. A kobiety nie ukrywają, że przyspieszają decyzję o zabiegu z powodu dyskusji nad ustawą bioetyczną. „Chcemy zdążyć przed Gowinem” - tłumaczy 33-letnia Małgorzata Muszyńska. Podobnie mówią inne kobiety. „Do moich stresów doszedł jeszcze jeden, czy zdążę przed wejściem ustawy” - żali się 32-letnia Anna.

Do tej pory turystyka in vitro kwitła w Polsce - pary nie mogące mieć dzieci przyjeżdżały do naszego kraju z państw, gdzie są bardziej restrykcyjne regulacje dotyczące in vitro, m.in. z Niemiec, z Danii czy Włoch. Gościły tu także pacjentki z USA, dla których zabiegi w Polsce są o wiele tańsze.

Możliwe, że teraz to Polki będę szukać skuteczniejszych metod za granicą, wyjeżdżając np. do Francji czy Holandii.

Przysyłajcie swoje historie. Czekamy także na opowieści osób, które mieszkają za granicą i tych, którzy, mają doświadczenie z zagranicznymi klinikami leczenia bezpłodności. Historie przesyłajcie mailem na adres: spoleczenstwo@dziennik.pl.